Ostatnie metry pod szczytem

Tekst ukazał się drukiem w Magazynie Górskim w maju 2009.

Dżebel Toubkal (4167m) jest niezwykle popularnym szczytem trekkingowym w sezonie od wiosny do jesieni. Do pokonania w drodze na najwyższą górę Afryki Północnej jest wtedy żmudne podjeście liczące ponad 2000m, palące słońce oraz solidnie już rozrzedzone na tej wysokości powietrze. Jednak gdy spadnie śnieg na trasie pojawiają się trudności techniczne, a spod szczytu znikają tłum amatorów łatwych czterotysięczników. Mimo to w końcowych dniach listopada przez schronisko Toubkal Rifugio przewinęło się trzydzieści osób: Kanadyjczyk, dwie Szwedki oraz… 27 Polaków.

Z Armoud (1950m), gdzie zostawiliśmy auta, widać już Toubkala. Na końcu potężnej doliny wyrasta ściana zaśnieżonych szczytów. Słońce oświetla ją z tyłu, więc nas oślepia gdy idziemy doliną. Chłodniejszy i bardziej surowy klimat sprowadził mieszkańców ze spalonych słońcem nizin w te górskie doliny. Stały dopływ wody z górskich śniegów pozwolił im w dolinach stworzyć rajskie ogrody – orzechowce, figi, gaje oliwne. Często mijają nas Berberowie z osiołkami. Przez lata w zboczu doliny wytworzył się cały system ścieżek, przez to co i rusz gubimy właściwą drogę i lądujemy w zagajniku, bądź przy wodopoju, zamiast iść dalej pod górę.

Z Armoud widać już szczyt Toubkala

Po kilku godzinach marszu nasza ósemka dociera do Sidi Chamcharouch (2310m). To ostatni przysiółek w dolinie. Znajduje się tu grób lokalnego świętego muzułmańskiego, więc gdy pogoda sprzyja doliną ciągną tłumy pielgrzymów. Jednak w zimie ruch na szlaku zupełnie zamiera. Mijamy kilka pojedynczych grupek turystów schodzących od strony schroniska, poza tym jesteśmy w górach sami. Miejscowi nie mogą oczywiście przepuścić takiej okazji, tym bardziej że geny zobowiązują – Arabowie handel we krwi mają przecież od półtora tysiąca lat.
 Spadamy, idą majfrendy – mobilizuje Krzysiek. Za późno, już nas mają:
 My friend! Come, come! Just for see.
 My friend! Polonia!
 My friend! Come for tea. For „zadarmo”.
Nie bez problemów udaje nam się wywinać od zakupu górskich pamiątek i ruszamy dalej. Dolina się rozwidla, nasza ścieżka odbija na południowy-zachód. Północne zbocza całkiem zaśnieżone, południowe natomiast zupełnie suche, brązowe. Gdyby nie śnieg, góry Atlasu Wysokiego byłyby przerażająco monotonne – piasek i kamienie. Już dwieście metrów poniżej schroniska zaczyna się pokrywa śnieżna, czasem nawet lodowa. Nie chce nam się wyjmować raków, więc przewracamy się co chwila. Jeszcze przed zachodem jesteśmy w schronisku, gdzie witaja nas Kasia i Michał z Warszawy. Właśnie zeszli ze szczytu – warunki ziomowe, ale bardzo stabilne: śnieg dobrze zmrożony, trasa w miarę jednoznaczna.
 Widzieliśmy was z góry. Od razu wiadomo że Polacy, bo tylko Polakom osiołki nie targają bagażu. – mówią pół żartem. Już następnego dnia będziemy mieli okazję potwierdzić tą obserwację.

Toubkal Rifugio stoi na przełęczy mierzącej 3200m n.p.m. Zbudowany z wielkich kamieni, i ma impomującą kubaturę wnętrza. Przypomina więc nieco średniowieczne kościoły. Po to został tak zbudowany, aby dać wytchnienie spalonym słońcem turystom. Niestety, gdy nadchodzi krótka, trzymiesięczna zima, schronisko nadal spełnia swoją rolę – chłodzi. W słoneczne popołudnie temperatura w środku nie przekracza 8C, w nocy spada do zera. Nawet kominek nie jest w stanie porawić sytuacji, bo zaprojektowany przez afrykańskich inżynierów oddaje całe ciepło w kosmos.

Schronisko Toubkal Rifugio jest wielkie, kamienne i bardzo zimne

Nie wszyscy w ekipie mają ciepłe puchówki, więc noc nie należy do przyjemnych. Pobudka o piątej, dwie godziny przed świtem. Dobrze że na tej wysokości woda wrze już w niższej temperaturze – nie musimy czekać godzinami na herbatę. Asia, która cierpi po wczorajszym obiedzie, rezygnuje z ataku. Ubieramy raki, krótkie szkolenie dla nowicjuszy i ruszamy zdobyć górę! Przez większość dnia pniemy się w górę ostrą dolinką. Słońce wciąż jest schowane za południowym masywem, więc temperatura nie rozpieszcza. Za to śnieg długo utrzymuje się zmrożony, więc idzie się nam wygodnie. Po pięciu godzinach dochodzimy na przełęcz pod Toubkalem. Skręcamy na północ i pniemy się już po kopule szczytowej. Przekroczyliśmy granicę 4000m, zadyszka i osłabienie dają o sobie znać. Tempo mamy wolne, ale stabilne. Przerwy straramy się robić krótkie i rzadkie, żeby nie wypaść z rytmu. Altimetr wskazuje już ponad 4100m, oczekujemy że szczyt pojawi się za najbliższą skałą. Tam czeka nas zawód – przed nami ogromna przepaść, a grzbiet wygina się ogromnym łukiem w lewo. Szczyt jest na jego przeciwległym końcu. To jeszcze nie koniec wysiłku.

O godzinie trzeciej, osiem godzin po wyruszeniu ze schroniska, Dżebel Toubkal gości siódemkę polskich zdobywców. Jest się czym cieszyć, bo dla trójki z nas to życiowy rekord wysokości! W kierunku zachodnim na wysokości horyzontu ledwo widać cienki granatowy pasek nad którym unosi się regularne pasmo chmur. To Atlantyk. Świętować będzimy na dole – musimy się spieszyć bo za dwie godziny w górach będzie zupełnie ciemno.

To jeszcze nie szczyt

Tej zimy Toubkal to ulubiony szczyt Polaków

Wyścig z zachodzącym słońcem

Po trzech godzinach schodzenia zbliżamy się do schroniska. Dostrzegamy w dole na ścieżce grupkę ludzi z plecakami, bez osiołka – ciekawe czy to nasi? Chwilę później przed schroniskiem wita nas znajomy język:
 Hej, jak się udał szczyt? – To Alicja i Michał z Pozniania.
 Dzięki, wyśmienicie. Chyba was widzieliśmy z góry!
 Nie, to jeszcze inna ekipa. Wejdź do środka, zobaczysz ile się nas tu zebrało.

Jest jeszcze Ania z mężem oraz ekipa trzynastu osób z krakowskiego AWF na „wyjeździe naukowym”. Przyjemnie spędzamy wieczór na gawędach na różne tematy, z których każdy kończy się w Bieszczadach… Daleko w Afryce, wysoko pośród śniegu i skał, a serce ciągnie w polskie góry.

Ostatniego dnia nie musimy już wstawać wcześnie, ale nikomu nie uśmiecha się siedzenie dłużej w mroźnym schronisku, więc o ósmej już jesteśmy w drodze na dół. Plan na dzisiaj: poranek w śniegu, wieczór na atlantyckiej plaży. Przez Sidi Chamcharouch przemykamy cichaczem, żeby uniknąć gościnności majfrendów. W Armoud wypijamy kawę i pakujemy się do aut. Musimy się spieszyć, co skutkuje tym, że na przedmieściach Marrakeszu zatrzymuje mnie policjant z radarem. Jednak niewinny uśmiech turysty zagranicznego i pytanie „Którędy do Casablanki?”rozładowują atmosferę. Wieczorem popijamy whisky nad Atlantykiem świętując nasz górski sukces.

Szybko schodzimy na dół żeby ruszyć w stronę Atlantyku

Dzień kończymy w nadmorskiej wiosce rybackiej Essaouira

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Jebel Toubkal 4167m n.p.m. – najwyższy szczyt Maroka, Atlasu Wysokiego i północnej Afryki. Pierwszego zagranicznego wejścia doknano dopiero w roku 1923 – ekipa francuska.

Dokumenty
Podróż do Maroka nie wymaga posiadania wiz, paszport musi być ważny co najmniej przez jeszcze 6 miesięcy.

Dojazd
Samolotem. Nie ma bezpośrednich połączeń z Polski do Maroka. Do Marrakeszu latają tanie linie z wielu miast europejskich (Berlin, Frankfurt, Wiedeń, Paryż, Londyn). Z Marrakeszu dojazd wynajętą taksówką – ok.60km.
Własnym autem. Na dojazd z Warszawy do wioski Imlil w masywie Toubkala należy zarezerwować co najmniej sześć dni.

Sezon
Sezon zimowy trwa w górach Atlas od listopada do lutego, w górnych partiach zalega śnieg i wejście bez raków jest niemożliwe. W Toubkal Rifugio można wypożyczyć raki za 50dh (5euro). W pozostałe miesiące jest sucho i gorąco i góra jest dostępna trekkingowo.

Bezpieczeństwo
Maroko jest krajem ogólnie bezpiecznym, aczkolwiek pełnym namolnych sprzedawców wszystkiego. Na portfel należy uważać szczególnie w miastach portowych. W górach też można spotkać naciągaczy – uwaga na uczynnych miejscowych z Armoud.

Wyżywienie
Maroko zachwyca przyjezdnych swoją kuchnią. Jedzenie jest smakowite, pomysłowe i – jak na kraje arabskie – wcale nie za ostre. Narodowe potrawy do tadżin, kuskus oraz omlet berberyjski. Dobry i obfity obiad kosztuje ok. 40dh (4euro), do tego podawana jest tradycyjna marokańska herbata miętowa.

Noclegi
W miastach noclegi w małych pensjonatach zaczynają się od 60dh (6eur), w schronisku pod Toubkalem to koszt 80dh (8eur).

Przewodniki
Przewodnik po Maroku w języku polskim wydał Pascal, tradycyjne godnym polecenia jest anglojęzyczny Lonely Planet. Ten ostatni opisuje wiele opcji trekkingowych w górach Atlasu i zawiera schematyczne mapki.

Podsumowanie
Dżebel Toubkal to najpopularniejszy trekking w Atlasie Wysokim. Warto równeż ruszyć na wielodniową wędrówkę w mniej uczęszczanych rejonach. Będąc w Maroku należy koniecznie wybrać się wielbłądami na saharyjskie wydmy i odwiedzić tysiącletnie miasta Fez i Marrakesz.

Tags: , , ,