wędrowaliśmy tego lata. Ale nie tylko przez Gorce, bo Janka i Ula (wraz z koleżankami i kolegami) zdobyły również szczyt Lubonia w Beskidzie Wyspowym.

Zdobywamy Luboń!

Choć często ruszaliśmy razem, to trasę zawsze kończyliśmy w transzach.

Ci z największymi dziećmi… chodzili najwolniej.


Bo największe dzieci w tym roku pod górę chodziły całkiem same!

I chociaż powoli, to na Luboń dotarły!


Luboń ma na szczycie słynne schronisko, które jest wyższe niż szersze. Wygląda przez to jak chatka Baby Jagi, co było głównym elementem motywującym dzieci do wyciągania nóg. Byliśmy tam z kolegą Michałem na naszym pierwszym wyjeździe trampowym – rajd listopadowy 2003. Bardzo miło było tu powrócić!

.

.

.

Na stokach Lubonia znaleźliśmy taką oto sympatyczną kapliczkę. Różaniec w niej wykonany jest z kinder niespodzianek.

Bardzo nietypowa chata we wsi…

Muszę skorzystać z okazji i pochwalić się osiągnięciami górskimi Janki, która w tym roku, po raz pierwszy wszystkie trasy górskie przeszła sama. A nie były to trasy byle jakie – taki Luboń, jak i następna wycieczka na Stare Wierchy to wszak pięćset metrów podejścia. Podobnie dumni są rodzice Zuzi i Hanki. Brawo dziewczyny!

To wspólne chodzenie czasem dodawało sił i otuchy, a czasem potęgowało żal („a one na mnie nie czekają!”). Zabawne natomiast, jak udało się osiągnąć dobrą synergię. Przed wyjazdem w góry prowadziliśmy wenątrzrodzinną propagandę, opowiadając Jance jak to Hanka i Zuzia trenują przed wyjazdem: bo już są duże i nie chcą już byś noszone w nosidełkach. Okazało się, że podobną propagandę uprawiano w każdej z trzech rodzin, tylko imiona tych niby trenujących się zmieniały.

Druga wycieczka – na Turbacz

Dosyć szybko okazało się jednak, że szczyt Turbacza leży dla nas ciut za daleko.

Za to znaleźliśmy jagody!

.

.

.

Tego dnia zespół wędrowniczek działał bardzo motywująco.

.

Dotarliśmy za to do schroniska na Starych Wierchach,

Gdzie dzieci pokrzepiły się lodami zbierając siły na dalszą drogę.

A na trzecią wycieczkę wybraliśmy się do mało znanej doliny na północno zachodnim krańcu Gorców. Nazwy potoku nie pomnę, ale spacer zaczyna się w osadzie Rzeki. I to był strzał w dziesiątkę. Dolina ma ekspozycję północną a porastają ją stare, gęste i przepiękne buczynowe lasy. Na temperatury 30+ nadała się więc idealnie.

W górskiej wędrówce najważniejsze są kijki. Do zdjęcia.

W dolinie jest rezerwat ścisły,

w którym można znaleźć żaby.

W owej dolince znajduje się chatka drwali, do której w 1976 (chyba) na samotne rekolekcje wybrał się incognito biskup krakowski, Karol Wojtyła. Zastanawiam się, ilu dzisiejszych biskupów byłoby gotowych zamieszkać na dwa tygodnie w chatce bez prądu i wody pośrodku gór?

.

.

Pozdrawiamy z górskich szlaków!

Tags: , , ,