Janusia zaprasza na wycieczkę do Monteriggioni i na wzgórza Chianti

W niedzielę pierwszego grudnia wsiedliśmy rano do auta, odpaliliśmy silnik i ruszyliśmy jak co weekend z Janusią na wycieczkę. Tym razem jednak tak się złożyło, że w nawale pracy zapomnieliśmy ustalić dokąd jedziemy… Ja miałem ochotę wybrać się w góry w okolice Monte Falterona (na wschodzie Toskanii), gdzie nie byłem już od ponad dwóch lat. Tydzień wcześniej widzieliśmy jednak podczas spaceru nad morzem, że inne góry (Apuany, na zachodzie) pokryły się już białą warstewką śniegu, więc żeby nie ryzykować przeziębienia Janki ustaliliśmy że jedziemy do Chianti na wino. Zresztą, nie będę udawać – na wino też miałem ochotę.

Monteriggioni to potężnie ufortyfikowane sieneńskie miasto na szczycie wzgórza

Nareszcie jakaś barierka o sensownej wysokości

Jance się podoba, a Wam?

Wycieczkę po dobrze nam już znanym Chianti postanowiliśmy wzbogacić o miasteczko Monteriggioni. To miasteczko-twierdza, które wypatrzyliśmy kiedyś w albumie pod tytułem chyba „Skarby Toskanii” (w empiku na promo po 14pln). W Toskanii co drugie wzgórze ma na szczycie jakieś miasteczko, a co drugie z nich średniowieczne mury. Dwa z nich są jednak wyjątkowe. San Gimignano, które należy uznać chyba za najlepszą definicję Toskanii (wpisane na listę UNESCO) i Monteriggioni właśnie.

Owalny pierścień murów

W tle ledwo widoczne białe wieże San Gimignano

Chyba pora na drzemkę

Monteriggioni jest malutkie i bardzo szczelnie otoczone imponującymi średniowiecznymi murami. Ciekawostka historyczna jest taka, że o wzgórza Chianti, które leżą pomiędzy Florencją i Sieną te dwa miasta wojowały ze sobą od wieków (zresztą, dalej za sobą nie przepadają). San Gimignano było właśnie jedną z kluczowym twierdz Florentczyków, położoną w bardzo bliskim sąsiedztwie Sieny. Wygląda to trochę tak, jakby Monteriggioni zostało zbudowane w odpowiedzi przez Sieneńczyków – też na szczycie wzgórza, na tyle blisko aby obserwować co się dzieje u wroga i w dolinie pomiędzy San Gimignano a Sieną, ale na tyle daleko aby pocisk armatni nie dosięgnął. I chociaż ogromne uznanie nalezy się Monteriggioni za piękno i kameralność, to jednak do San Gimignano mu daleko.

Koniec spania. Pora na wygłupy!

Spotkanie przy studni

Uliczka średniowieczna

Szczęście się do nas uśmiechnęło już od początku wycieczki. Monteriggioni bowiem, w jakiś cudowny sposób, znalazło się wewnątrz granic Chianti Classico (jest ono trochę na uboczu więc granica obejmuje je takim wystąjącym językiem). Na głównym placu miasteczka otwarta było winna piwniczka Castello di Monteriggioni, gdzie zaopatrzyliśmy sie w buteleczkę smacznego, acz nie wybitnego wina spod znaku czarnego koguta. Po opuszczeniu sympatycznego miasteczka szczęście nas jednak opuściło.

Winiarnia Le Filigare jest malowniczo położona na szczycie wzgórza z widokami na całe Chianti

Trawa zielona a na drzewach resztki kolorowych liści. Czy to aby na pewno grudzień?

Urokliwe miejsce

Postanowiliśmy odwiedzić nie znany nam dotąd rejon na wschód od Panzano. Bo mimo że rejon Chianti znamy już całkiem nieźle – byliśmy tam łącznie już chyba czternaście razy – to mieści się tam ponad trzysta (!) winiarni, więc wciąż jest (i pewnie jeszcze długo będzie) co poznawać. A cel mieliśmy dodatkowo taki, aby zaopatrzyć się w wino i świeżą oliwe na gwiazdkowe suweniry do Polski. Pierwszy strzał – winiarnia Como obok San Donato – zamknięta na cztery spusty. Skręcamy z głównej drogi i szutrówką robimy tysiąc zakrętów w dół i w górę aby wylądować w winiarni Le Filigare. Wino jest wybitne! Niestety, również nieco drogie, więc kupujemy raptem dwie butelki i jedziemy dalej. Druga próba, Castagnoli, również bez sukcesów. Tak samo trzy kolejne – Palagio, Vallone di Cecione i Renzo Marinai. Poddajemy się. Z eksploracji dzisiaj nici. Jedziemy do dwóch zaufanych miejscówek, które i tak miniemy w drodze powrotnej – Altiero i Roselli del Turco.

Niestety, wygląda na to, że grudniowa niedziela to martwy sezon w zakresie winnej turystyki. Obydwie są zamknięte. Wracamy do domu z (prawie) pustymi rękami. Na pocieszenie okolica funduje nam niesamowity widok na oddalone o ponad sto kilometrów Alpy Apuańskie w świetle zachodzącego słońca.

Alpy Apuańskie od południowego wschodu (102km do Monte Pisanino)

Panoramka wraz z podpisami

PS. Pisząc tą notkę przypomniałem sobie, że powinienem gdzieś mieć napisane kiedyś „do szuflady” cztery krótkie teksty w formie przewodnika po Toskanii dla wniarskich nowicjuszy. Jak tylko je wygrzebię to za chwilkę pojawią się na blogu.

Na koniec oczywiście galeria z wycieczki:

Tags: , ,