Jezioro Bled. Zdjęcia będą przypadkowe i nie związane z treścią notki

Doprawdy fascynujące jest odkrywanie jak różne narody budują swoje miejsce we wszechświecie. Zabrzmiało chyba niezrozumiale, więc wytłumaczę, o co mi chodzi na przykładach.

W Polsce mamy silnie rozbudowane dwie więzi – narodową i europejską. Niektórzy pewnie powiedzą, że jeszce lokalną, ale ja nie jestem co do tego pewien. Spotykamy przypadkowego Polaka. Jeśli nie jest on ze Śląska, Kaszub, Podlasia albo z gór, to z rozmowy nie jesteśmy w stanie określić jego przynależności lokalnej. Dziwęćdziesiąt procent Polaków mówi w identyczny sposób. (Chociaż niektórzy twierdzą, że akurat u Paczosów wyraźnie słychać akcent lubelski…) Wydawać by się mogło, że większe narody powinny hyć bardziej zróżnicowane. Włosi, Hiszpanie, Anglicy, Amerykanie, Niemcy – wszyscy mają lokalne akcenty.

Tysiącletni zamek nad Bledem

W Słowenii, mimo, że to niewielki kraj, natychmiast słychać skąd kto pochodzi. W oficjalnym, radiowym, języku nie mówi nikt. Mało tego, w ramach lokalnych wspólnot różnice w akcencie występują czasami nawet w wioskach oddalonych o kilka kilometrów.

Prawdopodobnie wynika to z niezwykłego położenia tego maleńkiego kraju. Na styku wszystkich największych europejskich grup językowych – germańskiej, romańskiej, słowiańskiej i ugrofińskiej. Nasz przyjaciel u którego gościliśmy, Sreczko, pochodzi z rejonu tuż przy granicy włoskiej. Mówiąc dużo gestykuluje i wtrąca włoskie słowa. Jego dziewczyna, Barbara, ma natomiast w mowie podobno naleciałości węgierskie.

„Ruska kaplica” upamiętnia rosyjskich jeńców z I wojny światowej, którzy zginęli w wielkiej lawinie podczas budowy górskiej drogi

Słoweńcy posiadają jeszcze jednen, bardzo silny poziom tożsamości, którego u nas wcale (albo prawie wcale) nie ma – sąsiedztwo zagraniczne. Chorwat, Serb, Bośniak, Czarnogórzec – każdy ma trochę inny, ale zrozumiały język, każdy ma swoje przywary, o każdym opowiada się dowcipy. Ale każdy to kolega z boiska, przyjaciel ze szkolnej ławy, sąsiad, kolega z pracy, itd. Myślę, że ta pozytywna więź ze wszystkimi Bałkańczykami mogła powstać w Słowenii dzięki temu, że wojna w latach 90. obeszła się ze Słowenią wyjątkowo łagodnie. Dzięki temu nie ma ran, żalów, resentymentów. Co ciekawe, fragment wojny bałkańskiej dotyczący Słowenii traktuje się tutaj, zupełnie inaczej niż w pozostałych post-jugosławiańskich republikach. Jako wojnę o wyzwolenie spod komunizmu. Przeciwnik z którym walczono, komuniści, jest więc dosyć ogólny. Nie jest to Serb, Chorwat, Bośniak, muzułmanin, katolik ani prawosławny.

Na koniec ciekawostka językowa. Ze Słoweńcami trudno nam było porozumieć się po polsku. (Na marginesie nie było to potrzebne bo znajomość angielskiego jest tam bardzo dobra, nieporównywalnie lepsza niż w sąsiednich Włoszech). Za to bez problemu mogliśmy rozmawiać z przyjaciółką mamy Sreczko, która mówiła do nas po serbsku.

Tags: