A w maju przyleciał do Walii Kacper z Genewy. Pojechaliśmy zatem sprawdzić, jak to się właściwie wspina po tych słynnych walijskich klifach.

To my na walijskich klifach. Gotowi do wspinu!

Obydwaj nie wspinaliśmy się już spory kawał czasu. Kacper – bo miał operację nogi, a ja – w sumie nie wiem dlaczego, ale może to mieć coś wspólnego z dobrodziejstwiem dwójki dzieci. Także aby zadowolić dobrodziejstwo, a i samemu się trochę rozgrzać pierwszego dnia – całą rodziną – odwiedziliśmy opuszczony kamieniołom:

Młode pokolenie wspinaczy.

Janka zdołała przesolować na pobliski szczyt.


A ja się zastanawiałem o co w tym wspinie w ogóle chodziło.

Drugiego dnia, po wysłaniu dzieci do szkoły, pojechaliśmy na półwyspep Gower do wioseczki Rhossili, którą uwielbiam i która jest naszym ulubionym zakątkiem w Walii. Jednak zanim zrobiliśmy zakupy na poważne dwudniowe wspinanie zrobiło się już popołudnie. Drogi sportowe na dole klifów były już zalane przypływem, a na drogi klasyczne nie chcieliśmy się jeszcze pchać – tak bez rozgrzewki i rozpoznania terenu. Pozostał nam zatem malutki, ale bardzo malowniczy rejon u szczytu klifów:

Pogoda jak marzenie.

Przypływ jednak zamknął dostęp do wspinu na plaży.

A to nasza miejscówka, Mermaid Wall czyli Syreni Mur.


.

Z widoczkiem

Rozgrzewka szła nam jednak nieco opornie. Właściwie poza 5a nie staraliśmy się nawet wychodzić. Wspominaliśmy sobie piękne minione czasy, gdy 5c z plecakiem w wielowyciągu nie stanowiło dla nas większego wyzwania. Tymczasem obok nas ekipa Brytyjczyków ze środkowej Anglii o figurach bardziej przypominających burgery niż wspinaczy cisnęła drogi szóstkowe metodą tarana. Pot, krew i łzy lały się strumieniami pośród głośnych krzyków nierównej walki. Patrzyliśmy na to widowisko z mieszaniną zachwytu i przerażenia.

A na koniec zasłużony na tarasie restauracji z pięknym widoczkiem

Mimo, że zaczęlismy późno to udało nam się trochę zmęczyć, bo zachód w tych okolicach w maju wypada o dziewiątej wieczorem.

Na nocleg znaleźliśmy niezwykle przytulny kawałek pastwiska z owcami w tle.

Rozgrzani i gotowi do walki wstaliśmy raniutko aby uderzyć na jakąś klasyczną drogę na klifach. Zapomnieliśmy jednak o tym, że jesteśmy w Walii a do tego jest maj. Następnego dnia pogoda bowiem wyglądała tak:

Podstawa chmur 30 metrów na poziomem morza.

W sumie to, że był maj to akurat nic nie zmienia, bo taka pogoda i temperatura plus dziesięć może się trafić dowolnego dnia roku. Na szczęście plaża w Rhossili ma sporo pięknych zakamarków, które można odkrywać nawet w wilgotne, pochmurne dni.

.

Na plaży w Rhossili znajdują się szczątki co najmniej trzech statków.

Ten nazywał się Vennerne, pływał pod duńską banderą i rozbił się w 1894. Zatoczka ze szczątkami otrzymała nazwę Shipwreck Cove.

Na ścianach zatoczek obitych jest ponad sto dróg sportowych. Dwa razy w ciągu doby drogi do połowy zalewane są przypływem – w prawej części zdjęcia widać spit obrośnięty małżami.


.

.

Fanstastyczne formacje skalne – trudno się zorientować, gdzie jest góra a gdzie dół.

W dalszej części wycieczki obejrzeliśmy Zamek Weobley. Doprawdy, półwysep Gower to niezwykle piękne zakątek!

Szeroka oferta.

.

.

Pozdrawiamy i do zobaczenia na Gower na wiosnę!

Tags: , ,