Na pierwszym stanie w le Jourdy (fot. archiwum Kacpra)

Cel na kolejny weekend był trochę inny niż poprzednio – powspinać się gdzieś z dala od lodowców. W sobotę 24 sierpnia lało jak z cebra cały dzień, więc nareszcie natrafiła się okazja żeby poprać, pozmywać, posprzątać. W niedzielę, już bez taryfy ulgowej, pomknęliśmy z Kacprem w okolice Chamonix zrobić ambitną i długą drogę na szczyt Aguille du Van. Na szczęście na miejscu przywitała nas mgła i deszcz. Na szczęście, bo tydzień później przekonałem się, że cel był chyba zbyt ambitny i zbyt długi jak na mój pierwszy w życiu wielowyciąg.

Żeby nie wracać do domu o zbyt wczesnej porze zahaczyliśmy o skałę w le Jourdy. Była tam droga krótka (dwa wyciągi) i w miarę prosta. Idealnie, żeby przetrenować współpracę przed kolejnym weekendem. I idealnie by było, gdybyśmy weszli we właściwą drogę. A tak było trochę niezaplanowanej walki. Trening wyszedł lepiej niż dobry.

Na pierwszym stanie w le Jourdy (fot. archiwum Kacpra)

W połowie drogi (fot. archiwum Kacpra)

W następną sobotę wycieczkę wymyślił Paweł. W kierunku szczytu Point de Chombas wyruszyła bardzo mocna ekipa – Paweł i Dorota, Kacper i Tomek – i ja. Na wycieczce pełniłem rolę najsłabszego ogniwa. Nie tylko podczas wspinaczki – najpierw zaspałem, a potem na przykład wespół z Kacprem i GPSem wymyśliłem super skrót, dzięki któremu ekipa z drugiego auta musiała czekać prawie godzinę.

Na początek kawałek podejścia

I startujemy!

Droga L’ete iniden prowadzi na szczyt Point de Chombas (2468m), który leży w paśmie Aravis, zlokalizowanym na południe od autostrady łączącej Genewę z Chamonix. Góry przypominają trochę nasze Tatry Zachodnie i również są wapienne. Droga ma pięć wyciągów, a wyceniana jest na 5c lub 6a w zależności od źródła. Trudności mają charakter techniczny (czyli, że na trudnych fragmentach nie ma lekko) i ciągowy (czyli, że nie ma łatwych fragmentów). Moją rolą w przejściu drogi było zatem „wciąganie się”, w naszym zespole prowadzili na zmianę Tomek i Kacper. Najciekawszy moment przeżyliśmy tuż przed startem, gdy okazało się, że Kacper… zapomniał zabrać butów wspinaczkowych. Gdybym sam tego nie widział, to bym nie uwierzył, ale chłopak przeszedł całą drogę w adidasach…

Tomek na pierwszym wyciągu

Adidas power!

Wysoko w ścianie

Tomek

Ze szczytu roztacza się fantastyczny widok na cały masyw Blanka (fot. Kacper)

Wieczorem, po dwugodzinnym zejściu pożegnaliśmy się z Dorotą, Pawłem i Tomkiem, którzy wracali do miasta, a sami pokrzepiliśmy się obiadem i obmyśliliśmy plany na niedzielę. Postanowiliśmy zaatakować drogę Arche a Gauche na Point du Midi. Szczyt ma 2364m i również leży w paśmie Aravis. Pogoda, chociaż sprawiała wrażenie niepewnej wytrzymała przez cały dzień, a my mieliśmy długi dzień pięknej wspinaczki. Droga, choć dłuższa – 7 wyciągów – jest sporo prostsza niż L’ete Indien. Trudności tylko ma dwóch wyciągach sięgają 5c, są fragmenty proste, a na jednym stanowisku można asekurować w pozycji leżenia przed telewizorem. Mój mały sukces tego dnia to poprowadzenie trzech wyciągów. Wycof z drogi odbywa się zjazdami, co – wprawdzie czasochłonne – jest niezłą frajdą.

Szósty wyciąg Arche a Gauche (fot. Kacper)

Stanowisko telewizyjne (fot. Kacper)

Początek zjazdów (fot. Kacper)

Dzięki za wyjazd! (fot. Kacper)

Tags: , , ,