Płynąc na Korsykę spodziewaliśmy się, że będzie pięknie. Ale nie że aż tak! Korsyka to rajska wyspa, która trafia do naszego ścisłego topu najładniejszych miejsc w Europie. Dlatego szybko zaplanujcie wyjazd na Korsykę, a wcześniej przeczytajcie naszą opowieść o Siedmiu Cudach Korsyki.

Zapraszamy na Korsykę!

Taki mieliśmy widok z okna

A tak spędzaliśmy święta wielkanocne 2014

Cud pierwszy: Pustka
Korsyka jest pusta. Pusta i przestrzenna. Puste wielkie plaże, puste przestrzenie, puste kręte górskie drogi, puste doliny. I małe miasteczka, które wprawdzie nie są puste, ale są ciche i spokojne. Nigdzie nie widać ludzi. Na Korsyce mieszka ich tylko 320 tysięcy. Nawet gdy w sezonie letnim ta liczba się podwaja czy potraja, wyspa wciąż nie jest zatłoczona.

Na nasz odbiór na pewno miał wpływ fakt, że byliśmy w okresie wielkanocnym – czyli poza sezonem letnim. Ale mimo to hotele nie stały puste. To dlatego, że na Korsyce prawie nie ma hoteli – są tylko przytulne pensjonaty i prywatne domki na wynajem. Fakt, że śródziemnomorska wyspa z ciepłym morzem i licznymi cudami (o których za chwilę) zachowała ciszę i spokój należy już uznać za cud. Cud numer jeden.

Góry i morze

Przestrzenie

Zatoka Girolata

Cud drugi: historia
Biorąc pod uwagę, że Morze Śródziemne to takie jakby ognisko naszej europejskiej dwuipółtysiącletniej historycznej zawieruchy, Korsyka musi nas zadziwić. Zadziwić, ponieważ swoją historię pisała trochę oddzielnie, stojąc na uboczu. Nigdy nie była „centrum świata” jak chociażby inna wyspa, Sycylia (Palermo było przez dwa wieki największym miastem świata). Nigdy też nie była „pograniczem” (pomiędzy cesarstwem a papiestwem) jak księstwa w północnej i środkowej Italii – choć prawie zawsze była ich częścią. Nigdy nie wyrosła na potęgę morską, mimo że przez pięć wieków należała do Genui. Nie dzieliła też nigdy zawiłych losów Francji, do której należy od dwustu pięćdziesięciu lat.

Z drugiej strony Korsyka ma historii świata trzy mocne akcenty. Akcenty największego kalibru – takie, które prawdopodobnie zmieniły nieco bieg historii. Napoleon Bonaparte był przecież Korsykaninem. Co ciekawe, Napoleon urodził się jako Napoleone di Buonaporta. Imię i nazwisko zmienił celowo na bardziej francuskie. Korsykańska rodzina Buonaporta pochodziła natomiast oryginalnie z… Florencji.

Bieg historii zmienił również – choć niestety prawie nikt o tym nie wie – wielki przeciwnik Napoleona, Pasquale di Paoli. W 1755 wygnał z wyspy Genueńczyków i założył niepodległą Republikę Korsykańską. I chociaż istniała krótko, to warto o niej wspomnieć. Okazuje się bowiem, że to nie Polska miała pierwszą nowożytną konstytucję w Europie. Co więcej, to nie Stany Zjednoczone miały pierwszą konstytucję na świecie. I nas i Amerykanów wyprzedzili Korsykanie. Również pod względem odwagi reform – konstytucja korsykańska gwarantowała na przykład prawo głosu dla kobiet. Coś, do czego Europa dojrzewała jeszcze ponad półtora wieku.

Korsyka ma też swój ważny epizod w drugiej wojnie światowej. Amerykanie po zajęciu wyspy w 1943 roku wykorzystali jej strategiczne położenie. Korsyka była zajęta stosunkowo wcześnie i znajdowała się bardzo blisko wciąż okupowanej Francji czy wciąż wrogich Włoch. W ciągu pół roku wyspa została wielkim lotniskowcem USS Corsica. Sprytne, bo w przeciwieństwie do zwykłego lotniskowca nie da się jej zatopić ani wykryć jej ruchów na radarze.
Historia ciekawa i pełna ciekawostek. Każdy może w niej odkryć coś ciekawego, do czego zachęcamy!

Nudne fragmenty przerywamy zdjęciami z Janką

Kończyć pisanie, idziemy na wycieczkę!

Mniam, mniam!

Cud trzeci: Architektura
Ten cud w dużej mierze musicie odkryć sami. A to dlatego, że na Korsyce byliśmy na świątecznych wakacjach. A to oznacza, że głównie świętowaliśmy i wakacjonowaliśmy. Relaks zasłużony i długo wyczekiwany. Zatem zabrakło czasu na odkrywanie architektonicznych skarbów wyspy. Ale zapewniam Was, że jest ich wiele – zagubione romańskie kościółki, twierdze w górach czy twierdze nad morzem – że wymienię tylko kilka. Możemy Was natomiast zabrać po spacer po miasteczku Calvi, średniowiecznej nadmorskiej twierdzy na zachodzie wyspy. Spacer wraz z świąteczną procesją w Wielkanocny Poniedziałek.

W Calvi

Na procesji wielkanocnej

Cud czwarty: Wino
Chyba nie muszę tłumaczyć, jak bardzo wino lubimy i cenimy. Zatem obecność na Korsyce wina w najlepszym wydaniu jest dla nas (dla każdego!) cudem nie do ominięcia. Winiarnie rozłożyły się głównie w północnej części wyspy – akurat tam, gdzie stacjonowaliśmy. Można je odwiedzać zupełnie tak jak w naszym toskańskim Chianti – hop do auta i trasa dzienna od winiarni do winiarni. Największą popularnością cieszy się tutaj białe, „morskie” vermentinu (popularnie również na Sardynii i w Maremmie na południu Toskanii), ale nie brakuje też win czerwonych. Czerwone występują w dwóch wydaniach: szczep sciacarellu (wymowa francuska: sia-hee-huu, wymowa nasza: zdziadziarellu) i nielucciu. Ten ostatni to nic innego niż korsykańska odmiana toskańskiego sangiovese. Zatem i wina w smaku przypominają toskańskie: ostre, drapiące, charakterne.

Swoją drogą, zwróćcie uwagę na nazwy tych szczepów. Brzmią trochę jakby włosko, ale nie do końca. Język korsykański (a co za tym idzie również większość nazw geograficznych) to właśnie takie włoski, ale nie do końca. W szczególności wszystko kończy się na „u”. Korsyka, nasz mały raj, powinien zatem nazywać się w miejscowym dialekcie pewnie „piccollu paradisu”.

Nie mamy zdjęć z winem, ale mamy zdjęcia z Janką!

A kuku!

Janka Korsykanka

Cud piąty: Góry
Najprościej rzecz ujmując: na Korsyce rosną Alpy. I nie ma w tym ani krztyny przesady. Wystarczy odjechać dziesięć minut od wybrzeża, żeby krajobraz zmienił się nie do poznania. Wielkie, przestrzenne doliny, owce pasące się łąkach, kilka kamiennych pasterskich chatek. A gdy uniesiemy głowę w górę zobaczymy ośnieżone szczyty gór, które sięgają prawie trzech tysięcy metrów! Od poziomu morza, które dokładnie tutaj widać.

Wartkie strumienie, wodospady, skaliste ściany i ośnieżone szczyty. To zestaw, który średnio pasuje do określenia „rajska wyspa śródziemnomorska”. I to właśnie czyni Korsykę tak wyjątkową.

Swoją drogą korsykańskie góry są niezwykle popularne wśród górołazów i wspinaczy. Prowadzi tędy – uznawany za jeden z najpiękniejszych w Europie – szlak długodystansowy GR20 z północy na południe, którego przejście zajmuje średnio około trzech tygodni. W samym centrum wyspy natomiast, w okolicach Corte, znajduje się wspinaczkowa mekka z (podobno) dwoma tysiącami tras sportowych, kilkudziesięcioma obitymi wielowyciągówkami i setkami dróg tradycyjnych. Tak szlak jak i Corte trafiają na naszą listę „do zrobienia wcześniej niż później”.

Szczyty o wysokości do 2900m widać z plaży. Z powodu awarii aparatu nie mamy niestety zdjęć z wycieczki w góry

Cud szósty: Zatoka Porto
Zatoka Porto, a konkretnie trzy odnogi tej zatoki – Girolata, Scandola i Calanche di Piana zostały uznane za cud nie tylko przez nas, ale przez ludzi w Unesco, którzy wpisali je na swoją Listę Światowego Dziedzictwa. O pionowych skałach wystających z morza, zagubionych zatoczkach, skalnych mostach i innych tutejszych cudach natury najlepiej opowiedzą zdjęcia:

Na rejs!

Skały i morze

A to dziadek

A to tata

A to jeszcze jedna skała. I morze

Mostek skalny

W pełni nawigowalny

I inne przesmyki

Cud siódmy
Zostawiamy do odkrycia szanownym Czytelnikom!

Na koniec naszych wczasów na Korsyce zabierzemy Was w jeszcze jedno miejsce. Przy czym ani nie pokażemy Wam zdjęć, ani nie podamy żadnej nazwy. Po to, aby każdy z Was mógł wyobrazić sobie to miejsce tak jak chce.

Opuszczamy małą nadmorską marinę polną drogą, która pnie się lekko w górę. Po chwili okazuje się, że jesteśmy na malutkim grzbieciku zagubionego półwyspu. Morze szumi po prawej i po lewej stronie. Grzbiet jest porośnięty krzakami, które przywołują w głowie klimaty raczej westernowe. Zapach dzikiej łąki miesza się z zapachem morza. Wrażenie wzmacniają pasące się owce, które spotykamy po tym jak opuścimy ostatnie zabudowania. Droga wije się w taki sposób, że nigdzie w zasięgu wzroku nie widzimy żadnych ludzkich osad. A zasięg wzroku mamy całkiem spory. Po godzinie docieramy na skraj mierzei. Stoimy za końcu wielkiej zatoki, którą widać po lewej stronie. Na jej przeciwnym skraju, na skale maluje się kształt starodawnej twierdzy morskiej. Po prawej stronie pieni się wzburzone morze. Po lewej natomiast, pomiędzy nami a twierdzą ciągnie się… łańcuch ośnieżonych gór. Tuż przed nami natomiast skały stworzyły malutką, odciętą od morza zatoczkę z piaszczystym dnem i plażą, gdzie morze nagrzewa się szybciej i studzi wolniej.

No dobra, jedno niech będzie

Możecie teraz zamknąć oczy i tam się przenieść. A my dziękujemy za uwagę.

Mama, tata, Janka, dziadek i babcia pozdrawiają z Korsyki!

Tags: , , ,