Nadrabiamy zaległości i publikujemy ostatnią notkę o naszych przygodach w Izraelu. Trochę nam się zeszło – Wielki Post w pełni, a my jedziemy świętować Boże Narodzenie do Betlejem.

Przybieżeli do Betlejem Pa-czo-sy!

Do Betlejem wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę z Jerozolimy szóstego stycznia. Tak się składa, że w Betlejem większość mieszkańców to chrześcijanie, dokładniej arabscy chrześcijanie, a jeszcze dokładniej arabscy chrześcijanie obrządku wschodniego. A to oznacza, że 6 stycznia obchodzi się tam Boże Narodzenie. A obchodzi się je zupełnie inaczej niż u nas. Wprawdzie na głownym placu stoi choinka, całkiem nawet pokaźnych rozmiarów, ale w ostrym słońcu, bez prawdziwej zimy i śniegu wygląda tutaj cokolwiek nie na miejscu. No właśnie, czyż to nie zabawne, że symbol Bożego Narodzenia – choinka, w miejscu Bożego Narodzenia wygląda „nie na miejscu”?

Choinka bliskowschodnia

A to szopka i mała palestyńska gwiazda-Mikołaj

Betlejmczycy świętują paradując. Tego dnia paradowało całe miasto. Głównie dzieciaki – skauci. Parady zablokowaly całe miasteczko na pół dnia. Nawet pieszo nie było łatwo dostać się do Bazyliki Narodzenia.

Parada

Parada

We wpisie Via Dolorosa opisywałem jak trudnym przeżyciem była wizyta w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. I o ile w Jerozolimie od różnych napięć jest aż gęsto w powietrzu, to w Betlejem odetchnęliśmy. Miasteczko jest radosne i wyraźnie czuje się tam pozytywną energię. Warto to podkreślić tym bardziej, że Betlejem jest po drugiej stronie muru, na okupowanym przez Izrael terenie Autonomii Palestyńskiej.

W Bazylice był rzecz jasna tłum, głównie rosyjskojęzyczny. Izrael to jedno z ulubionych miejsc na zimowe wakacje dla Rosjan, a szósty stycznia to dla nich także Boże Narodzenie. Do Groty Narodzenia zatem nie weszliśmy, ale Janusi to zupełnie nie przeszkadzało, gdyż oglądanie bombek, krzeseł i świętych obrusów było wystarczająco fascynujące. Recepta na Bazylikę jest jednak bardzo prosta – wystarczyło pojechać do Betlejem następnego dnia z samego rana co uczyniła Emilka, Koszi i Jaco. Cisza, spokój, nastrój i zupełny brak tłumów.

W Bazylice

W Bazylice

W Bazylice

W Bazylice

W Bazylice

A to rosyjski Sylvester Stallone

Bardzo ciekawe jest wejście do Bazyliki. Wchodzi się do niej jak do jakiegoś schronu – przez malutkie drzwiczki, tak małe że trzeba się mocno schylić żeby się zmieścić. Legenda jest taka, że małe drzwi wstawili tutaj krzyżowcy, gdy zaczeli przegrywać wojnę o Palestynę. Obawiali się oni frontalnego ataku muzułmanów, którzy w szalonym pędzie mogliby zniszczyć to święte miejsce. Co ciekawe, muzułmanom później ten pomysł bardzo przypadł do gustu i zmniejszyli drzwi jeszcze bardziej. Tylko że nie w celach obronnych, a żeby umniejszyć rangę tego miejsca.

Oto i wejście

Pozytywna energia która bije w Betlejem nie oznacza jeszcze, że tutaj chrześcijanie się ze sobą nie kłócą. Co to, to nie! Bazylika jest po prostu podzielona na trzy oddzielne kościoły. Główny kościół z Grotą Narodzenia jest grecki, a dwa boczne to ormiański i katolicki. Z katolickiego kościoła można przejść podziemiami do Groty Narodzenia, ale… Grecy zamknęli tam wielkie drewniane drzwi. Miejsce narodzin Jezusa można zatem obejrzeć przez dziurkę od klucza. Swoją drogą, będąc w Izraelu i zwiedzając miejsca związane z życiem Jezusa łatwo zauważyć, że kościół grecki zdecydowanie dominuje nad łacińskim w charakterze gospodarza. Wynika to z dwóch faktów. Po pierwsze krzyżowcy w XI i XII wieku walczyli nie tylko przeciwko muzułmanom, ale również przeciwko Grekom. W 1204 krzyżowcy zajęli Konstantynopol, zlikwidowali Cesarstwo Bizantyjskie i założyli w jego miejsce tak zwane Cesarstwo Łacińskie (przetrwało 60 lat). W związku z tym gdy muzułmanie przegnali krzyżowców z Palestyny, opiekę nad chrześcijańskimi miejscami kultu przekazali „wrogom swoich wrogów” – Grekom. Po drugie, później przez prawie czterysta lat Grecy byli poddanymi Imperium Osmańskiego, które również władało przecież Palestyną.

Po wizycie w Bazylice Narodzenia przespacerowaliśmy się do groty mlecznej, która jest cała biała i ma to według legendy związek z tym że Maria karmiła tutaj piersią małego szkraba Jezuska. Następnie udaliśmy się na pole z którego to właśnie przybieżeli do Betlejem pasterze.

Grota Mleczna i Matka Boska Karmiąca

A to pole pastuszków

A to Janka z balonikiem

Dzisiejsi pastuszkowie do Betlejem mogliby by jeszcze przebieżeć, bo Betlejem leży na zachód od ich pola. Na północ na przykład już by jednak nie mogli pobieżeć, bo tam by ich przywitał sześciometrowy betonowy mur. Mogliby sobie zamiast tego pastuszkowie codziennie ze swojego pola oglądać osiedle osadników, które rozlokowało się na sąsiednim wzgórzu, tuż za murem.

O tak właśnie

Wpis o Betlejem kończymy spacerem wzdłuż muru, zwanego przez Izrael cynicznie „płotem bezpieczeństwa”. Jest tam mnóstwo graffiti i murali (oczywiście tylko od strony palestyńskiej), w tym słynne street arty Banksiego. I jeszcze dwa słowa o murze. Z Izraela do Palestyny może przejść każdy i kontroli żadnej nie ma. Przejście w drugą stronę wygląda natomiast jak próba opuszczenia jakiegoś więzienia o zaostrzonym rygorze – druty kolczaste, zapory i kontrola bagażu, którą steruje celnik przez mikrofon z kuloodpornej budki.

Płot. Wcale nie mur

A tak wygląda spacer przez checkpoint

Na koniec tradycyjnie galeria z wycieczki:

Tags: , , ,