Odkąd urodziła się Ulka ciągle pada – typowa deszczowa zima zawitała do Florencji na dobre. Podejrzewam, że to przez te hektolitry wody lejące się z nieba Wojtkowi zamarzyła się plaża i szum morza. Poza tym, Paczosy już tak jakoś mają, że naturalną konsekwencją pięknej prognozy pogody jest planowanie spaceru w górach, a morskie rozrywki częściej wybieramy poza sezonem. No i tak – Pomysłowy Mąż myślał, myślał i wymyślił – jedziemy nad morze! Zabieramy Was dziś do Ligurii, do wyjątkowo urokliwej mieściny Portovenere.

Paczosy pozdrawiają z Ligurii!

Portovenere leży na południowym koniuszku cypla, na ktrórym znajduje się pięć wiosek Cinque Terre, z którymi dzieli wspólny wpis na listę Unesco. Przedłużeniem tegoż cypla są trzy wyspy – Palmaria (największa wyspa liguryjska), Tino i Tinetto, z czego dwie ostatnie mieszczą bazy wojskowe i nie ma na nie wstepu dla szarych cywili. Nasz pierwotny plan zakładał spacer szlakiem dookoła Palmarii. Jednak warunki na miejscu, przygoda obiadowa i pierwsze doświadczenie wycieczki z siostrami Paczos zweryfikowały ten (dość ambitny) plan.

Zabudowa Portovenere bardzo przypomina wioski Cinque Terre

Aby zwiedzanie poszło sprawnie zaczęliśmy do obiadu w jednej z nadmorskich kanjpek. I jak to bywa w nadmorskich kanjpkach – od chwili złożenia zamówienia do momentu, gdy na stół wjechała ryba minęły prawie dwie godziny… Na szczęście i Janka, i Ula nie nudziły się ani przez moment. Janusia biegała po nadbrzeżu karmiąc mewy i strasząc gołębie, oglądając łódki, pozdrawiając wszystkie przechodzące pieski i robiąc a-kuku! zza każdego rogu. Z kolei Ula skupiła się na piciu mleka.

Ostatnie wodne taxi w sezonie

Wszyscy gotowi? Na pokład!

Po epopei obiadowej naszkicowaliśmy nowy plan korzystając z oferty sympatycznego pana Diego – jednoosobowej otwartej jeszcze firmy oferującej wodne taxi na Palmarię. Diego zaproponował, że zabierze nas na rundę dookoła wyspy. Świetnie! Wszyscy na pokład!

Okazało się, że kapitan Diego jest fanem technologii i internetu – wycieczka z nim obejmowała obowiązkowe postoje na robienie zdjęć iphone’em oraz…

… sprawdzanie online czy widać nas na webcamie. Widać!

Opłynęliśmy niespiesznie najpierw zachodni, bardziej spektakularny brzeg Palmarii. Atrakcji było sporo – piękne, wysokie, skaliste brzegi, zalane wodą groty, wulkaniczne wychodnie skalne, a nawet dzikie kozy-akrobatki popisujące się niemożliwą zwinnością. Jednak nic nie było w stanie zachwycić Janki tak, jak przeskakiwanie motorówką fal. Janusia zaczęła się głośno zaśmiewać już przy pierwszym hop i nie przestawła się recholić przez kolejne pół godziny. Widok za milion dolarów! Ostani kwadrans rundy dookoła wyspy strudzona nieustannym śmiechem Janka, idąc w ślady Uli, przeznaczyla na… drzemkę.

Skakanie przez fale to jest to, co Janki lubią najbardziej

Szybka drzemka regeneracyjna

Po morskiej przygodzie, wypoczęci i pełni energii ruszyliśmy na spacer po Portovenere. Główną atrakcją miasteczka jest romański kościółek św. Piotra położony na koniuszku półwyspu. Lokalizacja i sam kościółek są niezwykle urokliwe (w romańskich murach świątyni slychać szum morza pod podłogą!). Szczerze mówiąc to aż dziw, że miejsce to nie dorobiło się jeszcze jakiejś roli filmowej.

Czy ten widok nie zasługuje na rolę filmową?

Juz po zmroku przespacerowaliśmy się jeszcze po wąskich uliczkach Porotovenere, zahaczyliśmy o grotę Byrona – skalny balkon z malowniczym widokiem, a kiedy Janka policzyla po polsku i po włosku wszystkie schodki w mieście (ciekawostka: Janusia w kazdym języku uparcie ignoruje liczbę sześć) byliśmy gotowi na powrót do domu.

P.S. Niby nadmorska wycieczka, ale na koniec ciekawostka alpinistyczna. Otóż na cmentarzu w Portovenere zostały pochowane prochy wielkiego wspinacza Waltera Bonattiego. Szkoda, że dowiedzieliśmy się o tym dopiero po powrocie do domu… Trzeba wrócić!

Tags: , ,