Z okazji niedawno obchodzonego dnia Gwiezdnych Wojen (May the Fourth) zapraszamy na krótką wycieczkę do galaktyki daleko, daleko stąd. Polecimy na pustynną planetę Jedha, gdzie dzieje się część akcji „Łotra Jeden” – najlepszego z nowych, disneyowskich epizodów sagi.

Pustynna planeta

Na Jedha polecieliśmy w ostatniego sylwestra razem z Alą i Jaśkiem. Po wylądowaniu w Eilacie i szybkim transferze przez granicę wieczorem dotarliśmy do wioski Rum, zamieszkanej przez Beduinów – spadkobierców i strażników tego pustynnego świata. Przesiedliśmy się na pakę zdezelowanego dżipa i już po ciemku dotarliśmy do beduińskiego obozu pod gwiazdami.

Następnego dnia ruszamy z samego rana – pustynia czeka.

.

Pustynia Wadi Rum ma niezwykły, czerwony kolor. Pośród bezkresnych przestrzeni czerwonego piasku wyrastają kilkusetmetrowe czerwone skały. To właśnie ten nieziemski krajobraz przyciąga tutaj twórców filmowych. Wadi Rum służyła za plany do, między innymi, planety Jedha w uniwersum Gwiezdnych Wojen i planety Mars w „Marsjaninie”. Zagrała też samą siebie w kultowym „Lawrence z Arabii”. Nasz obóz znajduje się jednak daleko, już w obrębie białej pustyni, całkiem niedaleko granicy z Arabią Saudyjską. Choć nie ma tutaj „filmowych” atrakcji, to zdecydowanie warto – jesteśmy na uboczu, w małej skalnej kotlinie, z dala od innych obozów, gdzieś na środku pustyni.

„Biała” pustynia.

I czerwona pustynia.

Z góry wygląda tak.


Albo tak (uwaga wieje):

Pustynia wcale pusta nie jest. W Nowy Rok na Wadi Rum trwa szczyt sezonu turystycznego i dżipy śmigają po czerwonym piasku prawie jak po autostradach. Aby chronić ten niezwykły krajobraz najbardziej atrakcyjny obszar został objęty ochroną i wstęp jest uregulowany i uporządkowany. Dostęp do pustyni zapewniają Beduini, którzy zabierają turystów do swoich obozów, wyposażonych zwykle w kuchnię polową, namioty z łóżkami i latryny. W dzień rusza się na wycieczkę, dżipem, koniem, wielbłądem albo na piechotę.

Atrakcje Wadi Rum skupione są na obszarze przypominającym wielką planszę do kółko i krzyżyk, w którym kreski to wielkie piaskowe autostrady a pola to wychodnie skalne, przypominające wyglądem Dolomity, tylko bez śniegu i roślinności. I całkiem czerwone.

Jest sylwester, czyli urodziny Ali. Na tę okazję specjały prosto z Lublina, które zapewniały dobry humor przez cały dzień.

Na wiele ze skał warto się wdrapać

Można znaleźć na przykład zasuszone drzewko – znak, że tuż obok musi być źródełko.

Gdzie indziej gimnastyka.

Albo „romantyczna fotosesja”.

Nieudana próba zdobycia grzyba.

I jeszcze jedno podejście na innym grzybie.

Nie mogło zabraknąć rzecz jasna zjazdu z wydmy. Prawie jak Rey w „Przebudzeniu Mocy”:

Szefem naszego obozu „Bedouin Directions” był Mehedi a w ciągu dnia naszym przewodnikiem był młody Mohammad. Mohammad opowiadał o życiu na Wadi Rum. Na przykład o wyścigach wielbłądów. Wyścigi wielbłądów to odwieczna, ulubiona rozrywka ludów pustyni, w tym Beduinów. Odbywają się co miesiąc od kwietnia do listopada w różnych punktach pustyni. W rodzinie Mohammada to rodzinna tradycja – on sam od małego jeździł na wyścigi z braćmi i ojcem. Ostatnimi czasy nowoczesna technologia zupełnie zmieniła sposób w jaki żyjemy. Zmieniła również oblicze wyścigów wielbłądów. Karierę zrobił następujący zestaw: automatyczny kijek plus radio. Kijek jest dużo lżejszy od dżokeja, dzięki czemu wielbłąd może szybciej biec. Jednak aby wielbłąd nie zgłupiał istotne jest radio, przez które zebrani pod skałą Beduni wykrzykują swoim wielbłądom polecenia. W ten sposób wielbłąd myśli, że wszystko jest normalnie i jeździec siedzi na grzbiecie. Kluczowe jest, aby radio nie straciło zasięgu, bo wielbłady zbaranieją. Zatem wyścigi zamiast, jak dawniej, na długim odcinku, muszą odbywać się po zamkniętej pętli. Inna przeszkodą jest turystyczna popularność Wadi Rum – wyścigi musiały się przenieść w dalsze rejony aby wielbłądy nie wpadały na przejeżdżające dżipy.


Wielbłady.



Wielbłady podczas wypasu na piasku.

A my pędzimy dalej.

Do kanionu.

W wiosce Rum jest szkoła, która kilka lat skończył Mohammad. W chwilach wolnych od szkoły (a teraz od pracy) Mohammad jeździ na polowania z kolegami. Zabierają maty i koce i jadą na kilka dni w jakieś dalekie skały. Najlepszą rozrywką są polowania na kozły górskie. Strzela się na nich z kałasznikowów. Dawniej polowania dostarczały mięsa, teraz poluje się dla zabawy. Choć jest coraz trudniej, bo polowania praktycznie wytępiły populację kozłów górskich. Na polowania nie zabiera się żon. Mohammad mówi, że jeszcze by je „ktoś zobaczył”. I teraz zagadka, bo w sumie nadal nie jesteśmy pewni jak to rozumieć. Czy chodziło mu o potencjalne zagrożenie dla kobiety czy ewentualny „wstyd” dla mężczyzny?

Gdy spacerujemy kanionem pośród skał Mohammad zwraca uwagę na prehistoryczne malowidła naskalne. Jest na nich wiele zwierząt, na które polowali jego przodkowie, ale których dziś na pustyni już nie ma. To bardzo smutne, mówi Mohammad. Ale jakoś nie łączy tego faktu, ze swoim sposobem spędzania wolnego czasu.

Jeśli chodzi o broń, to na Wadi Rum ma ją każdy. Pistolet można kupić na targu w Rum, ale broń automatyczną „sprowadza” się z Arabii Saudyjskiej. Mohammad musiał sprzedać swojego kałacha, żeby mieć na wesele.

Prehistoryczni ludzie na prehistorycznych malowidłach.

W kanionie.



Przejście kanionu wcale nie jest trywialne.


.


Obecnie turystyka w pełni zdominowała Wadi Rum. Jednak Mohammed opowiedział nam o innej intratnej, acz ryzykownej gałezi pustynnego biznesu – przemycie narkotyków do Arabii Saudyjskiej. Idzie się z plecakiem jeden dzień i jedną noc. Tam spotyka się umówionego człowieka, który przejmuje towar. Zapłata przychodzi po upłynnieniu towaru przelewem bankowym. Ryzyko jest takie, że złapią cię służby saudyjskie. Normalnie to dwadzieścia lat, ale podczas ramadanu – czapa. Mohammad mówi, że kolega z wioski właśnie spędza życie w saudyjskim więzieniu.

Wróćmy jednak do przyjemniejszego tematu – pustynnych widoczków.

.

.

.

.

Prezent urodzinowy – przejażdżka za kierownicą pustynnego dżipa.


Można też na dachu!

Na koniec konkurs skoków z dachu do piachu:

.

Najlepsze noty za styl zgarnął Jasiek.

.

Wieczorem w obozie załapaliśmy się na impezę sylwestrową. Było to ciężkie doświadczenie, bo pośród wielu beduińskich talentów muzykalność nie zajmuje wysokiego miejsca. Przez trzy godziny bawiliśmy się do melodii, które brzmiały jak jęki na trzy dźwięki. Poniższy fragment dla ludzi o mocnych uszach:

Pozdrowienia z Wadi Rum!

Informacje praktyczne:
- Wycieczka na Wadi Rum jest niestety dosyć droga. Za dwie noce w obozie z wyżywieniem i całodniową wycieczką dżipem trzeba zapłacić 95 euro od osoby. Do tego 6 euro wstępu na pustynię.
- Na pustynię dociera się w 5 godzin z lotniska w Ovdzie w Izraelu, dokąd latają tanie loty z kilku miast w Polsce.
- Najlepiej nie tracić czasu na Eilat i Akabę i ruszać od razu na pustynię. Taksówka z lotniska do granicy to 45 euro (za auto), opłata wyjazdowa z Izraela to 25 euro (od osoby). Po stronie jordańskiej jest postój taksówek i ceny są regulowane, więc nie trzeba nikogo umawiać. Dojazd do wioski Rum u bram pustyni to 40 euro (za auto).
- Na stacji benzynowej kilka kilometrów za granicą są świetne kebaby.

Tags: , ,