Niektóre części miasta mają ponad dwa tysiące lat historii i wyglądają dokładnie tak, jak musiałaby wyglądać starożytna Judea. Kiedy pierwszy raz ujrzałem Materę – zwariowałem, gdyż była absolutnie idealna. Tak właśnie opisał Materę Mel Gibson, tłumacząc dlaczego właśnie to malutkie miasteczko na południu Włoch dostało główną, zaraz po Jamesie Caviezelu, rolę w jego filmie Pasja. Kamienna Matera „grała” Jerozolimę czasów Chrystusa.

Panorama Matery: sasso caveoso…

… i sasso barisano

Matera była naszym jedynym przystankiem w Bazylikacie podczas wycieczki po Mezzogiorno. Jedynym, ale za to jakim! Główna atrakcja Matery to tzw. sassi: sasso caveoso i sasso barisano, tj. dwie dzielnice kamiennych zabudowań, na wpół wydrążonych w tufowych skałach, na wpół rozbudowywanych na zewnątrz. Chociaż historyczne źródła podają, że rejon Matery był zamieszkany już od czasów paleolitu, to sama oficjalna definicja sassi pojawia się w dokumentach dopiero na początku XIII w.. Obie kamienne dzielnice są położone na wspólnym wysokim brzegu wąskiego kanionu rzeki, a łączy je jedna (dopiero od niedawna przejezdna dla samochodów) ulica. Krajobraz miasteczka na przestrzeni tysięcy lat dyktował opór skał tufowych. Tam, gdzie miękkie tufy pozwalały na rozbudowanie pomieszczeń pod ziemią – Matera rosła wgłąb. Tam, gdzie skała była zbyt twarda, żeby drążyć – domy zyskiwały kolejne naziemne piętra.

Matera jest „zawieszona” na wysokim brzegu rzeki Gravina

Źródła podają, że jeszcze na początku lat 50 XX w. materskie sassi zamieszkiwało ok. 15 tys. ludzi. Przy czym bieżąca woda czy kanalizacja były dobrami bardzo, bardzo rzadkimi. Do końca lat 50 mieszkańcy sassi zostali przymusowo wysiedleni do nowo wybudowanych dzielnic mieszkalnych, a z uwagi na brak pomysłu oraz zainteresowania za strony władz, kamienne domko-jaskinie pozostawały synonimem biedoty, stały się miasteczkiem duchów i lokalnym wysypiskiem śmieci. Tak było do późnych lat 80, kiedy administracja Matery postanowiła wykorzystać potężny potencjał turystyczny opuszczonych dzielnic. I tak, Matera zaczęła się promować, a opuszczone domki zaczęto adaptować na hotele, pensjonaty, restauracje i sklepy z pamiątkami. Turystyczna machina nabierała rumieńców, a wpisanie Matery na listę UNESCO w 1993 roku ostatecznie przywróciło temu miejscu należną mu uwagę. Dzisiaj, wykazawszy się chęcią i rezydencją w Materze, można zadomowić się w sassi. Ale problemy z parkowaniem i brak supermarketów z prawdziwego zdarzenia skutecznie odstraszają zwykłych mieszkańców:)

Południowa drzemka w Mezzogiorno

Zagubiony kościółek

W gąszczu wąskich uliczek i schodków sassi poukrywane są średniowieczne klasztory i kościoły, z równie starymi freskami. Dłużej zatrzymaliśmy się w kościele Madonna delle Virtù (X wiek), który jest tym bardziej imponujący, że w całości został wyrzeźbiony w tufowej skale. Dolne partie kościoła mieściły pomieszczenia klasztorne, którym przypadła rola wieczernika w Pasji Gibsona. Górna część kompleksu kryje perełkę – bogato zdobiony kościół San Nicola dei Greci (również X wiek), który ponoć do roku 1956 pozostawał zamieszkanym, prywatnym domem!

Kościoł Madonna de Virtu dostaje certyfikat jakości od Janki za przestrzenie do biegania

Freski w San Nicola dei Greci

Nawet nie najmądrzejszy pomysł zabrania na spacer po pełnych brukowych chodników, schodów i schodków sassi Jankowego wózka nie skradł nam uroku tego niezwykłego miejsca. A tym bardziej, że zwiedzanie zakończyliśmy lunchem w trattorii del Caveoso, która serwuje takie przysmaki kuchni regionu, że palce lizać. Polecamy po stokroć!

Uroki sassi odkrywane z wózkiem

Jeszcze jeden rzut oka na Materę i żegnaj Bazylikato!

P.S. Aby zakończyć wpis elegancką klamrą: tak szczęśliwie złożyło się w tym roku, że Nowy Rok spędzaliśmy w Izraelu. I śmiało możemy potwierdzić, że poznawszy klimat Jerozolimy na własnej skórze, doświadczenie Matery naprawdę pozwala wyobrazić sobie Jeruzalem sprzed 2000 lat.

Tags: ,