.

Finalnym punktem wakacji w Alpach miało być zdobycie wspomnianego już wcześniej Piz Bernina – najbardziej wschodniego czterotysięcznika. Zostwawiszy auto na parkingu przy sztucznych jeziorach w Campo Moro (ok. 2000 m) ruszyliśmy w górę, do schroniska Marco e Rosa, skąd mieliśmy nazajutrz atakować Piz Bernina. Całodniowa trasa, nieco ponad 1500m podejścia, oferowała pełen przegląd krajobrazów alpejskich.

Passo del Forbici

Najpierw podchodziliśmy lasem, żeby wyjść na rozległe alpejskie łąki z piękną, szeroką panoramą doliny Valmalenco. Tak dotarliśmy do schroniska Carate Brianza (2636m) położonego tuż pod przełęczą Forbici. Po regenerującej gorącej czekoladzie ruszyliśmy dalej. Za przełęczą zmiana krajobrazu: zamiast łąk nagie skały, rumowiska, ostre granie i w oddali lodowce. Po parudziesięciu minutach zameldowaliśmy się w schronisku Marinelli-Bombardieri (2813m). Sceneria tu jest dosyć dramatyczna: masywna bryła schroniska góruje na skale otoczonej lodowcami.

Po dłuższej przerwie ruszyliśmy dalej. Ostatni etap podejścia do naszego celu, schroniska Marco e Rosa (3597m) to przejście przez lodowcową morenę, nawigacja po lodowcu i wreszcie wspinaczka via ferratą. Lodowiec nie był niebezpieczny, a wspomniane upalne lato odbiło na nim swoje piętno: śnieg był wytopiony, a szczeliny dobrze widoczne. My jednak ruszyliśmy na lodowiec nieco na skórty, zbyt „oczywistą” trasą i musieliśmy poświęcić trochę czasu i cierpliwości na odnajdowanie drogi między szczelinami.

Gdzie ta ferrata?

Wreszcie dotarliśmy do ściany, którą miała prowadzić ferrata do schroniska. Magda i Jaco już próbowali swoich sił na Berninie rok wcześniej (tak?), próba nie powiodła się ze względu na pogodę, ale teoretycznie znali trasę. Jednak warunki śniegowe rok wcześniej były dramatycznie inne: dziś podejście śnieżnym zboczem prowadzącym obok ferraty byłoby nie tylko trudne, ale też bardzo niebezpieczne z uwagi na nawisy i seraki. Wypatrywaliśmy startu ferraty… jest! Nad wytopioną szczeliną brzegową była przerzucona drabinka, a dalej można było już dojrzeć serie kolejnych drabinek, stopni i chwytów. Przejście po pierwszej, poziomej drabinie było największym wyzwaniem: Jaco dzielnie prowadził, a potem asekurował Magdę i mnie. Ruszyliśmy do góry. Niestety, pogoda zaczęła się psuć. Końcowy odcinek ferraty pokonywaliśmy już bardzo zmęczeni i w zupełnej mgle, aż w końcu naszym oczom ukazał się dach schroniska. Hura!

Marco e Rosa prowadzi schroniskowy, który wygląda jak rasowy… wilk morski. A wita wspinaczy już od progu, ze swojej symatycznej podobizny przy drzwiach wejściowych. Ponoć nawet kiedyś zjechał na nartach ze szczytu Monte Disgrazia…
Do szczytu Piz Bernina stąd jest zaledwie 400m podejścia: krótka, szybka trasa. Niestety, mgła nie odpuszczała i prognozy ani na jutro, ani na kolejne dni nie rokowały dobrze. Jednak pokrzepieni świetną atmosferą schroniska i wybornym bolognese, które osobiście mieszał w garze nasz górski ‚wilk morski’ nastawiliśmy budziki i poszliśmy (padliśmy) spać pełni nadziei.

Poranek nie przyniósł dobrych wiadomości. Nikt z ekipy schroniskowej nie wybierał sie na szczyt, mgła nie odpuszczała, wiatr się wzmagał. Prognozy na najbliższe dni przewidywały załamanie pogody. Smutni postanowiliśmy, że na szczyt nie ma szans i teraz czekaliśmy na dobrą pogodę, żeby zejść. Po godzinie czekania wiatr uspokoił się na tyle, że ruszyliśmy w dół. Ferrata, lodowiec, przełęcz, łąki, las. To było bardzo długie zejście: w dwa kolejne dni weszliśmy 1500 m, żeby tą samą trasą wrócić z powrotem. Późnym popołudniem byliśmy na parkingu.

Do następnego, Piz Bernina!

Ostatnią noc w Alpach spędziliśmy na campingu Morteratsch, gdzie wyborną selekcją włoskich serów, mięs i win, w deszczowej scenerii w namiocie, otuleni w śpiwory świętowalismy urodziny Jaca. Było na tyle miło, że przestaliśmy smucić się niezdobytym Pizem Bernina. Zawsze dobrze jest mieć pretekst, żeby wracać w Alpy. A może tak jak z Blankiem, do trzech razy sztuka?

Z tego miejsca chciałabym bardzo podziękować Magdzie i Jacowi za świetny wyjazd, organizację i towarzystwo! Było naprawdę super, dzięki!
(Wszystkie zdjęcia dzięki życzliwości Jaca)

Tags: ,