Drugim etapem naszego alpejskiego touru była wspinaczka na Monte Disgrazia. Disgrazia to najwyższa górą w masywie Val Masino, ale ponieważ brakuje jej niespełna 400m do dumnego miana czterotysięcznika (ma 3678 m), nie ma tam tłumów. W dodatku, alpejscy amatorzy wysokości kierują się raczej do sąsiedniej doliny Valmalenco, gdzie z rozległego masywu Grupy Bernina wyrasta wysunięty najbardziej na wschód czterotysięcznik Piz Bernina. My też tam w końcu wylądujemy, ale najpierw chcieliśmy przekonać się ze szczytu sąsiedniej Disgrazii czy warto… :)

Monte Disgrazia po prawej: czy to nie jest imponująca góra?

Masyw Disgrazii jest majestatyczny, wielki, przepiękny. Mam do niej również bardzo osobisty sentyment, bo będąc w tych samych rejonach włoskich Alp w 2012 roku udało nam się zrobić pierwsze zdjęcie Janki w górach (poniżej).

Janka na tle Monte Disgrazia

Z parkingu w Predarossa ruszyliśmy bardzo długą doliną w kierunku schroniska Ponti. Okazuje się, że to schronisko dla wielu turystów jest dobrym adresem na obiad w górach, więc trasa aż po same schonisko była dosyć zajęta. Zameldowaliśmy się w Ponti popołudniem, kiedy akurat większość „obiadowiczów” już schodziła. Skorystaliśmy ze stołówki: oczekiwania były wysokie, było smacznie, ale bez szału. Może zamówiliśmy nie to co trzeba?

Schronisko Cesare Ponti (2559 m)

Jutrzejsze wyjście na Disgrazię zarówno nasz książkowy przewodnik, jak i pan schroniskowy doradzali wczesne. Wstaliśmy ok. 5.00 i przez pierwszą godzinę-półtorej szliśmy w świetle czołówek. Po podejściu ośnieżonym zboczem (łagodnie nachylonym i bezpiecznym) wchodzi się już na eksponowaną grań, która prowadzi do szczytu. Skały w grani szczytowej w normalnych warunkach są (chyba) pokryte śniegiem. Letnie upały jednek wytopiły całkowicie jakikolwiek śnieg w grani i szliśmy po nagich skałach. Łatwo było odnajdować najdogodniejsze trawersy i przejścia w gdzieniegdzie dość trudnym terenie kierując się tylko śladem skał solidnie przeoranych zębami raków.

Cel w zasięgu wzroku

Start skoro świt

Na szczycie zabawiliśmy niedługo. Jednak wystarczająco, aby w przejaśnieniu chmury zlegającej nad szczytami sąsiedniej doliny Valmalenco dojrzeć nasz cel na kolejne dni – Piz Bernina. Góra wyglądała imponująco!

Widoki na Grupę Bernina

W dobrych nastrojach zeszliśmy do schroniska. A szło nam się tak dobrze, że zdecydowaliśmy się iść prosto do parkingu, żeby jutro skoro świt startować na szlak do schroniska Marco e Rosa, skąd planowaliśmy wchodzić na Piz Bernina. Ale o tym, w kolejnej, ostatniej już pocztówce z Alp.

Jeszcze nie szczyt…

…szczyt (3678 m)!

.

Panorama Grupy Bernina, ale Piz Bernina akurat nie widać

Część zamieszczonych zdjęć zawdzięczam wprawnemu oku i życzliwości Jaca. Dzięki!

Tags: ,