Londyńskie doki – widok współczesny.

W dawnych przedwojennych latach, na wschód od centrum Londynu, w trzech zakolach Tamizy znajdował się port. Nie był to byle jaki port. W tamtych czasach statki morskie mieściły się w Tamizie i przypływały tutaj nader licznie. Wielka Brytania wszak władała największym imperium w historii ludzkości, a Londyn był jego stolicą. Ruch w porcie był zatem ogromny, a i jego rozmiar budził respekt. Jednak najważniejszym elementem, który wpłynął na to jak wyglądał londyński port był fakt, że Tamiza jest pływowa.

Zatem aby statki można było sensownie rozładować, trzeba było pozbyć się pływów. Stąd ląd w tych trzech zakolach Tamizy został przeorany sztucznymi dokami. Powstało ich ponad dwadzieścia, o powierzchniach od kilku do kiklunasty hektarów, długości od stu metrów do kilku kilometrów. Mniejsze doki, które obsługiwały jeden kierunek od którego brały nazwę. Większe doki podzielone były na nabrzeża, które to dopiero przyjmowały nazwy geograficzne. I tak statki wielorybników zawijały do Greenland Dock, statki z Kanady dzieliły się na Canada Pond, Canada Dock i Quebec Pond, a statki dajmy na to z Wyspy Kanaryjskich – cumowały do nabrzeża Canary Wharf w West India Dock.


Wielorybnicy w Greenland Dock

Bombardowania Surrey Docks – niemiecki plakat propagandowy z okresu Bitwy o Anglię


Niestety, powietrzna bitwa o Anglię przyniosła ogromne zniszczenia w porcie. Ale tak naprawdę to powojenny rozwój technologii morskiej sprawił, że londyński port utracił rację bytu. Wynalezione w latach 50. kontenerowce przestały się mieścić w Tamizie, a zamiast tego obsługiwał je przebudowany port w pobliskim Amsterdamie. Od lat 60. do lat 80. doki stopniowo się zamykały, a port przeniósł się dużo dalej – do ujścia Tamizy do Morza Północnego. Miasto też bez przerwy rosło, stając się na powrót światowym centrum finansowym. Opuszczone doki, które zajmowały spore obszary w drugiej z sześciu stref komunikacyjnych, trzeba było jakoś zagospodarować.

W trzecim, najdalszym zakolu powstało małe, biznesowe lotnisko – London City Airport. W drugim zakolu, zwanym Isle of Dogs zdecydowano się postawić drugie, obok City, centrum finansowe, naszpikowane dziś drapaczami chmur. Przyjęło nazwę od stacji metra, która z kolei nazwę wzięła od nabrzeża – Canary Wharf. Pierwsze portowe zakole, zwane ogólnie Surrey Docks (a teraz Surrey Quays), gdzie doków było najwięcej, miało też największe szczęście. Zrobiono tam akcję osuszania i wprowadzono niską zabudowę mieszkaniową. Zaklepano teren na dwa duże parki, wytyczono promenadę nad Tamizą i pozostawiono jeden z największych doków – ten od statków wielorybniczych – dla celów turystycznych. Dok ma wciąż śluzy łączące go z Tamizą i cumują tutaj całoroczne domy pływające. W weekendy po doku pływają żaglówki, a na wiosnę nad dok przylatuje dzikie ptactwo.

Londyńskie doki – widok współczesny. Surrey Quays na pierwszym planie, Canary Wharf na drugim i London City Airport na ostatnim. (Nie mam praw do zdjęcia, znalezione w internetach.)

Żaglówki na Greenland Dock.

Jeśli do tego dodać, że z okolicy dojeżdża się w kwadrans metrem do centrum i w dziesięć minut rowerem do parku i obserwatorium w Greenwich na południku zero, to wygląda na to że to naprawdę przyjemna okolica. Ale dlaczego o tym piszę?

Bo Paczosy od trzech miesięcy mieszkają w Londynie, właśnie na Surrey Quays. I, prawdę mówiąc, jesteśmy zwyczajnie zachwyceni.

Ostatni wieczór przed przeprowadzką.

Pierwszy dzień po przeprowadzce. Dzieci pomagają w rozpakowywaniu.

.

Ula jest zachwycona Londynem, bo awansowała do „dużej szkoły” i ma mundurek jak starsza siostra.

W marcu nawiedził nas wyż arktyczny. Palmy w Londynie to już dosyć absurdalny widok. A tutaj mamy palmy w Londynie pod śniegiem.

Byliśmy już oczywiście na tysiącu wycieczek – dlatego nie było nas blogu. Kiedyś spróbujemy kilka opisać.


Na przykład park i muzeum w Greenwich.



Albo Westminster.

Albo Buckingham

Albo teatry na West Endzie.

Albo muzeów. (Tak! Lato przyszło.)

A to wszystko dzięki mojej bardzo zdolnej i pracowitej żonie, która pewnego listopadowego dnia z rana odbyła rozmowę o pracę a wieczorem złożyła doktorat. W grudniu ów doktorat obroniła, a w styczniu zaczęła ową pracę w instytucie naukowym w Westminsterze.

Brawo!

Tags: