Był słoneczny lipcowy dzień gdy do portu Belém wpłynął statek. Już na pierwszy rzut oka dało się poznać, że wracał z dalekiej podróży, która musiała dać się we mocno we znaki i żaglom i załodze. Kapitan w niczym nie przypominał tego młodego, ledwo dwudziestokilkuletniego, narwanego szaleńca, jakim był gdy opuszczał Lizbonę dwa lata wcześniej. Był rok 1499, statek wypełniony był pieprzem a jego kapitan nazywał się Vasco da Gama. Ten dzień zmienił losy nie tylko Portugalii, ale i całego świata.

Belém

Wieża Belém, która witała Vasco da Gamę

Bardziej współczesny pomnik odkrywców.

Vasco da Gama jako pierwszy dotarł drogą morską do Indii, okrążając Afrykę. Droga ta była, wbrew pozorom, czasowo krótsza i dużo bezpieczniejsza od przeprawy lądowej przez niestabilne i niejednokrotnie wrogie rejony Bliskiego Wschodu. Otworzył się ocean (a dokładnie dwa oceany) możliwości handlu i podbojów. Warto uświadomić sobie tło tego wydarzenia. Portugalia była małym krajem na krańcu ówczesnego świata. Gospodarczo ciągnęła się w ogonie Europy. Ten dzień, w mgnieniu oka, katapultował Portugalię do roli jednego z dwóch supermocarstw. Przez kolejny wiek, Hiszpania i Portugalia rządziły całym światem. Światem, który za sprawą Kolumba i da Gamy nagle rozrósł się do niespotykanych wcześniej rozmiarów.

Klasztor Hiernimitów w Belém.

Krużganki klasztoru.

Krużganki klasztoru.

Pomnikiem tamtego okresu jest klasztor Hieronimitów w Belém. Jego budowę sfinansowano z podatku od pieprzu, a zlecił ją król Manuel I Szczęśliwy chwilę po zakończeniu wyprawy Vasco da Gamy. (Poprawne tłumaczenie królewskiego przydomka powinno właściwie brzmieć „Szczęściarz”.) Klasztor znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO i jest jednym z najpiękniejszych i najokazalszych kościołów jakie w życiu widzieliśmy. Zbudowany jest w stylu, który od imienia króla nazywa się „manuelińskim”. Wyobrażam sobie, że ten styl król Manuel musiał zdefiniować mniej więcej tak: „Za moja sprawą Portugalia będzie panować nad połową świata. Zbudujcie coś godnego takiego władcy. Ma być ogromne – ale nie przytłaczające, bogato zdobione – ale skromne, piękne – ale nie tandetne, zimne – ale sympatyczne. Bierzecie z każdego stylu co najpiękniejsze, ale wszystko ma do siebie pasować. Niech za pięcset lat o tym klasztorze pisze się na blogach! I jeszcze niech będą statki.”

Ogromny,

ale nie przytłaczający.

Bogato zdobiony,

ale skromny.

Piękny, ale nie tandetny.

Zimny,

ale sympatyczny.

I jeszcze są statki.

Klasztor w Belém zwiedzaliśmy z Ulą, bo Janka w tym czasie biegała z dziadkami po oceanarium. Ula też była zachwycona – słońcem i przestrzeniami do biegania.

W krużgankach

W reflektarzu

Znaleziony kolega do biegania i siadania

Krużganki klasztoru są doprawdy imponujące

Żadna z dwóch kolumn nie jest taka sama

Piętro jest niemniej potężne od parteru (jak oni to zbudowali?)

Na koniec wizyty w klasztorze zadrzyjmy głowy do góry i przyjrzyjmy się sufitom:

.

.

A sprawcą tego całego zamieszania jest ten pan:

Waszko Dagama

Po wizycie w klasztorze wybraliśmy się do wieży Belém. Klasztor i wieża to praktycznie jedyne pozostałości szesnatowiecznej dzielnicy portowej. Trzęsienie ziemi w 1755 nie tylko zmiotło z ziemi pół miasta, ale również przesunęło linię brzegową rzeki Tag. W rezultacie trzęsienia miasto przebudowano, a port przeniesiono do centrum. Wieża i klasztor przypominają dziś o dawnej świetności tego miejsca.

Torre de Belém

.

Wypatrujemy statku z Indii

Paczosy pozdrawiają i zapraszają do Belém

Tags: , ,