Klasycystyczny kompleks żup solnych w Arc-et-Senans jest geometryczny, użyteczny, ale przede wszystkim – monumentalny

Wiedzieliście, że „żupa solna” to po prostu kopalnia solna? Ja nie wiedziałem, zatem znalezienie „królewskiej żupy solnej” na liście francuskich zabytków wyróżnionych przez Unesco rozbudziło moją ciekawość. No bo sami pomyślcie jak to brzmi – jak „królewska zupa solna” – jakiś wyjątkowo niesmaczny posiłek dla bogaczy. Koniecznie trzeba było to sprawdzić.

Od razu zdradzę pierwszą niespodziankę – żupy solne w Arc-et-Senans to coś kompletnie innego niż Wieliczka (która swoją drogą, obok Bochni, też znajduje się na rzeczonej liście). Francuskie królewskie żupy solne, to bardziej „fabryka soli”, do której doprowadzano solankę kanałami ze pozdiemnych źródeł oddalonych o kilkanaście kilometrów. Druga ciekawostka – królewskie żupy solne w Arc-et-Senans nie trafiły na listę Unesco z powodu soli, lecz ze względu na architekturę. Wybodowany w latach 80. XVIII wieku kompleks to definicja klasycyzmu, a w klasycyzmie miało być geometrycznie, użytecznie, oraz przede wszystkim, monumentalnie.

Już na wejściu witają nas klasycystyczne kolumny

Portal wejściowy przypomina jakby kryształy soli

W środkowym punkcie znajduje się dom dyrektora, który był sercem fabryki oraz nigdy niezbudowanego „idealnego miasta”

Nawet w niedzielne słoneczne popołudnie w kompleksie praktycznie nie ma turystów

Żupy solne w Arc-et-Senans bardziej niż jakaś „fabryką” wyglądają raczej jak imponujący kompleks pałacowo-parkowy. Architekt królewski Claude Ledoux puscił wodze fantazji i zaprojektował „idealną fabrykę soli”, która miała stać się sercem późniejszego „miasta idealnego” (którego budowę pokrzyżowała rewolucja). Fabryka znajduje się na planie półkola, ze ścisle zachowaną hierarchią. W środku znajduje się, wyższy od wszystkich pozostałych budynków, dom dyrektora. Po jego bokach symetrycznie umiejscowione są dwie „hale fabryczne”, w których dokonywany procesu termicznego uzyskiwania soli z wody solankowej. Na obwodzie koła stoi natomiast pięć identycznych budynków w równych odstępach, w których mieściły się biura, skład celny i mieszkania robotników. Na narożnikach postawiono dwa dodatkowe małe budynki gospodarcze (np. stajnie).

Po rewolucji fabrykę znacjonalizowano, a następnie równolegle z burzliwymi dziejami francji przełomu wieków przechodziła z rąk do rąk. Ostatecznie, w latach 90. XIX wieku fabrykę zamknięto. Przegrała konkurencję z tanią morską, która dzięki rozwojowi kolei mogła taniej i szybciej trafiać do odbiorców. Nie da się również ukryć, że cały kompleks był, mówiac współczesnym językiem, przeinwestowany. Nigdy nie osiągnął więcej niż 50% zakładanej podczas planów produkcji, a utrzymanie tego architektonicznego rozmachu musiało słono (nomen omen) kosztować. Potem kompleks popadł w zapomnienie i stopniowo niszczał. W latach 20. pawilon wejściowy uznano za zabytek i tak rozpoczęło drugie życie królewskich żup solnych. Powoli pięły się w po szczebelkach zabytkowej kariery, aż w 1982 trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco.

Kwatery robotników i budynki administracji stoją na obwodzie półkola. Dziś znajduje się tam restauracja, hotel i muzeum pamięci architekta

W halach po bokach domu dyrektora znajdowały się fabryki, w których ekstrahowano sól z wody solankowej

Hala fabryczna konstrukcją wnętrza nawiązuje do gotyckiej katedry

Na ścianach wszystkich budynków umieszczono elementy architektonizne przedstawiające wypływającą z kanału wodę solankową

Wizyta w kompleksie robi niezwykłe wrażenie z trzech powodów. Po pierwsze, miejsce to jest piękne i imponujące rozmachem. Po drugie, należy do tej najciekaszej kategorii zabytków – nietuzinkowych, niezwykłych, o których nikt nie słyszał. I dlatego nawet w słoneczne niedzielne popołudnie praktycznie nikogo tam nie ma. (Swoją drogą, dla podreperowania budżetu otworzono hotel w jednym z budynków kompleksu. Reklamuje się jako „jedyny we Francji zabytek Unesco, w którym można spędzić noc”.) Po trzecie wreszcie, ze względu na kontrast z tym co ten kompleks otacza, czyli z… niczym.

W trakcie planowania kompleksu uznano bowiem, że łatwiej będzie doprowadzić solankę do lasu, niż las do solanki. Drewno było wówczas najtańszym i najłatwiej dostępnym materiałem opałowym. Kompleks zbudowano zatem z wielkim rozmachem w środku lasu (dosłownie). Dzisiaj las już od dawna nie istnieje. W Arc-et-Senans stoi bar i kilka domów. Poza tym łąki, pola i jakieś młode zagajniki. Żadnych miast, miasteczek, albo nawet starych zamków (których jest pełno w innych rejonach Francji). W ogóle region Franche-Comte jest dosyć słabo zaludniony i głównie rolniczy. Toteż po godzinie czy dwóch jazdy przez góry, pola i łąki dojeżdża się do pięknego, odnowionego, imponującego rozmachem kompleksu pałacowego sprzed dwóch wieków, w którym prawie nikogo nie ma.

Widok kompleksu z lotu ptaka. Uderza geometria i pustka otoczenia

Pozdro dla Marka, który zapewnił transport w tych trudnych dniach dla Passata

W planie na ten dzień mieliśmy jeszcze jeden zabytek z listy Unesco – starszą o sto lat względem solnej fabryki cytadelę w Besançon. Cytadelę, oraz jedenaście innych fortów strzegących granic Francji, zaprojektował marszałek Vauban w drugiej połowie XVII wieku, a na listę Unesco trafiły w 2008. Cytadela w Besançon ulokowana jest malowniczo i nieprzystępnie na szczycie pionowej skały, którą obmywa zakole rzeki. Niestety, kopalnia soli zajęła nam tyle czasu, że do cytadeli trafiliśmy dopiero na dziesięć minut przed zamknięciem. Cytadela trafia zatem na listę „do odwiedzenia raz jeszcze”, a my zapraszamy na króciutki i niezobowiązujący spacer fotograficzny:

Jedna z wejściowych bram sprawia wrażenie jakby pamiętała jeszcze czasy cesarstwa rzymskiego

Cytadela mieści się na szczycie pionowej skały

Na koniec sweet-focia z córuchną

Tradycyjnie zapraszamy do obejrzenia pełnej galerii z wycieczki:

Tags: ,