Wielu z Was, drodzy Czytelnicy, od dawna zwraca się do mnie z listownymi prośbami*, aby wprowadzić na blogu trochę malarstwa. Żeby to czasem jakiś ładny obraz wstawić, albo ciekawą historyjkę opowiedzieć. Ponieważ na malarstwie się nie znam, więc oczywiście chętnie się wypowiem. Niniejszym inauguruję zatem Kącik Malarski.

A dodatkowym bodźcem wizualnym dla Kącika Malarskiego była nasza wizyta w National Gallery w Londynie w ostatni weekend. National Gallery jest fantastyczna, to chyba najciekawsza kolekcja malarstwa jaką odwiedziliśmy. Nie ma tam wprawdzie zatrzęsienia „podręcznikowych” dzieł, ale jest za to świetny przekrój przez kraje i epoki. Jest też świetnie zorganizowana (Museo del Prado w Madrycie jest zorganizowane na przykład przez Wielką Maszynę Losującą). W National Gallery poczyniliśmy kilka odkryć, którymi w kolejnych odcinkach będziemy się z Wami dzielić. Dzisiejszy ocinek sponsoruje Joseph Mallord William Turner.

Turner tworzył w połowie XIX wieku. To wyjątkowo smutny okres realizmu, tuż przed wybuchem impresjonizmu, kiedy w malarstwie królowały baby zbierające ziemniaki na polu. Natomiast Turner realistą nie był. Impresjonistą teoretycznie też jeszcze nie, ale jak dla mnie jak najbardziej. Sami spójrzcie:

Obraz przedstawia pociąg pędzący w deszczu po wiadukcie. Już sam temat obrazu – pociąg – był rewolucyjny. Ledwo Watt wynalazł silnik parowy w 1798, ledwo Stephenson skonstruował pierwszy parowóz w 1814, ledwo uruchomiono pierwsze kolejowe połączenie pasażerskie w 1830, a rozpoczęła się kolejowa gorączka. Przedstawioną na obrazie relację Great Western (Wielką Zachodnią) z Londynu do Bristolu (a potem dalej do Cardiff) otwarto w 1838. Ciężka, ogromna i pot-z-niej-spływa lokomotywa i malarstwo to były jednak dwa przeciwległe światy. Dlatego pomysł Turnera był tak rewolucyjny.

A jednak nie ma w tym obrazie żadnych szczegółów, zachwytu nad technologią, wierności przedstawienia tak istotnej w realizmie. Wręcz odwrotnie. Ciężko wyodrębnić kształty, całość jest rozmazana. Deszcz, para i szybkość – impresja chciałoby się powiedzieć. Czyli Turner nie tylko z tematem idzie pod prąd, ale również, a może przede wszystkim z formą. I obraz wyszedł mu strasznie fajny.

Z ciekawostek – eksperci podobno dopatrzyli się, że wiadukt znajduje się w Maidenpool. Ciekawe jak…? I jedno zadanie dla Was – włączcie powiększenie i znajdźcie królika uciekającego przed lokomotywą. Wśród nadesłanych poprawnych odpowiedzi rozlosujemy nagrody.

Obok „Deszczu, pary, szybkości” wisi natomiast ulubiony obraz Jamesa Bonda:

Temeraire był okrętem wojennym, który walczył w bitwie pod Trafalgarem (1805 – to od tej bitwy zaczyna się liczyć światową dominację Wielkiej Brytanii na morzach i lądach). Na obrazie holownik wiezie go do rozbiórki, stąd ta melancholia u Q. Wszystko w ciepłym, plastycznym świetle zachodzącego słońca. Ekstra.

Trzeci obraz na dzisiaj to Wenecja i „San Giorgio Maggiore o świcie”:

Blady świt. Ciekawe, jak by ta scena wyglądała o zmierchu, w pełni kolorów? Zamknijcie oczy i spróbujcie sobie to wyobrazić. Jeśli idzie ciężko to z pomocą przychodzi nasz ulubiony impresjonista, ten od którego impresjonizm się zaczął, mistrz Claude Monet:

Tak, tak – ten ostatni obraz, wraz z „Paryżanką” Renoira (ulubiony obraz Janki) i kilkoma innymi skarbami wisi u nas w Cardiff. Także zapraszamy – przyjeżdżajcie, odwiedzajcie, podziwiajcie.

Zauważyliście pewnie, że paleta w obrazach Turnera jest dosyć blada. Mam swoją hipotezę dlaczego. Otóż Turner był londyńczykiem. A Londyn ma bardzo charakterystyczny kolor nieba. Tak bardzo, że weszło mu w krew. Tak go widział wspomniany przed chwilą Claude Monet (kolory prawdziwe):

A tak go widzieliśmy my w tym samym miejscu półtora wieku po Monecie:

Tamiza poniżej Westminsteru, 2017.

Technologia poszła niby do przodu, ale kolory pozostały. Teraz rzecz wydaje się być jasna jak, hmm… słońce. Ostatni obraz na dobranoc, będzie miał niezłą dynamikę i fantastyczny światłocień:

*To żart – nikt normalny się z taką prośbą nie zwracał. Ale jeśli wyszło słabo, to dajcie znać, to przestanę prowadzić Kącik Malarski.

Tags: ,