Słyszeliście kiedyś o wierze bahai…? Nie? My też nie, dopóki nie trafiliśmy do Hajfy. Tamtejsze ogrody w światowym centrum bahaizmu są tak piękne, że trafiły na listę Unesco.

Wiszące ogrody Bahai w Hajfie

Zacznijmy jednak od początku. W trakcie sylwestrowego wyjazdu do Izraela skupiliśmy się nie tylko na Jerozolimie. Na trzy dni wypożyczyliśmy auto aby zobaczyć ciekawostki na północy i na południu kraju. Na południu znajduje się opisana już na blogu Twierdza Masada, a dzisiaj i jutro opiszemy co ciekawego można zobaczyć na północy.

W Izraelu żartuje się, że jeśli chcesz się modlić to jedziesz do Jerozolimy, jeśli chcesz się bawić to do Tel-Awiwu a jeśli pracować to do Hajfy. I faktycznie, miasto błyskawicznie się rozwija i stało się izraelską Doliną Krzemową, gdzie spółki z branży informatycznej z Google na czele lokują swoje przedstawicielstwa. Dzieje się tak zapewne z tego powodu, że Hajfa jest przepięknie położona i ma najlepszy w kraju mikroklimat. Hajfa usadowiła się bowiem nad zatoką, w miejscu gdzie góra Karmel łagodnie zmniejszając swoją wysokość wpada wreszcie do Morza Śródziemnego. Połączenie morza i wzgórza daje miastu orzeźwiającą bryzę nawet w środku upalnego lata. I faktycznie, w przeciwieństwie do pustynnych klimatów Jerozolimy, tutaj jest mnóstwo zieleni.

W zielonych ogrodach

Widok na port spod mauzoleum Baba

W ogrodach

W Hajfie nie ma historycznej starówki, a mimo to trafiła na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A to za sprawą ogrodów. I to nie jakichś zwyczajnych ogrodów, tylko Ogrodów Bahai. W Ogrodach Bahai znajduje się główna świątynia bahaistów, przez co Hajfa szczyci się mianem światowego centrum bahaizmu. Jest to religia, która powstała w połowie XIX wieku w Persji i (o ile dobrze zrozumiałem, chociaż na pewno upraszczam) jest próbą syntezy wszystkich (a przynajmniej wielu) religii świata. Idea jest taka, że istnieje jeden Bóg, który w różnym czasie do różnych narodów wysyłał różnych posłańców. Każdy z tych posłańców zakładał wiarę dostosowaną do czasów i zdolności poznawczych adresatów. Jest to zatem bardzo pacyfistyczna religia, która podkreśla dochową jedność wszystkich ludzi i potrzebę pokoju. Posiada na świecie około pięciu milionów wyznawców.

Jak trafiła do Hajfy? W czasach, gdy w Palestynie panowali jeszcze Turcy, w sąsiednim mieście Akka schronił się przed prześladowaniami perskiego szacha Bahaullah, bahaicki mesjasz. On wybrał Hajfę na miejsce spoczynku ciała Baba, prekursora wiary (bahaickiego „Jana Chrzciciela”), którego perski Szach stracił w Tabrizie. Być może zapytacie, jak to się stało, że obecni gospodarze tego kraju (niezbyt w końcu znani ze swojej tolerancji religijnej) nie mają nic przeciwko tej – owszem pokojowej, ale jednak – herezji. Otóż istnieje nieformalna umowa, że Bahaici nie tylko nie będą nawracać Żydów, ale nawet chętnym odmówią nawrócenia.

W ogrodach Bahai

W ogrodach Bahai

Złota kopuła mauzoleum Baba

Ogrody w Światowym Centrum Bahaizmu to prawdziwe arcydzieło. Rozciągają się niczym kolorowy dywan na stoku góry Karmel przez całą jej wysokość. Imponująco są wypielęgnowane i zadbane. Trawka wygląda tak, jakby każde jej źdźbło było przycinane od linijki. Wzdłuż schodów spływają cicho szemrząc strumyki wody. Ogrody to dziewiętnaście tarasów o długości kilometra i szerokości okołu 400 metrów.

W centrum tych rajskich ogrodów mieści się grobowiec Baba. Pokryty złotą kopułą łączy w sobie style architektoniczne wschodu i zachodu. Zagadką pozostaje jak Bahai sfinansowali to imponujące przedsięwzięcie. Samo mauzoleum kosztowało około 250 milionów dolarów. Biorąc pod uwagę, że połowa wiernych to mieszkańcy Indii, ciężko sobie wyobrazić, że było to możliwe tylko dzięki hojnym datkom…

Podczas naszej trzydniowej wycieczki korzystaliśmy z gościnności izraelskich couch-surferów. Polecamy zwiedzanie Izraela z couch-surfingiem. W Jerozolimie, ze względu na gigantyczną popularność tego miejsca, couch-surfing praktycznie nie istnieje, ale wszędzie indziej ma się zupełnie dobrze. Młodzi Izraelczycy bowiem po odbyciu służby wojskowej zazwyczaj biorą rok wolnego i ruszają w świat. Wtedy korzystają ekstensywnie z tego wspaniałego wynalazku – darmowych noclegów u podróżników rozsianych po całym świecie. Po powrocie do domu chętnie odwdzięczają przysługę i przyjmują turystów z otwartymi ramionami (nawet rodzinę z małym brzdącem!). Tak trafiliśmy do Tala i jego kumpli w Beer Sheva (w drodze do Masady). Nasz gospodarz w Hajfie – Eduardo – to jednak trochę inna historia.

Wieczorny spacer po plaży

U Eduardo

Janka i jej nowa fascynacja – koty

Eduardo jest Argentyńczykiem, który w czasach kryzysu ekonomicznego odkrył nagle swoje żydowskie korzenie i wyemigrował do Izraela. W Hajfie mieszka już od dziesięciu lat i prowadzi tutaj knajpę z argentyńskim kuchnią. Przyjmowanie gości z całego świata to jego druga pasja (po gotowaniu), więc jego małe kawalerskie mieszkanie jest praktycznie cały czas oblegane przez ludzi z plecakami. Eduardo przez dwa dni nas karmił, nocował i opowiadał o życiu w Argentynie i Izraelu.

Hajfa szczyci się tym, że jest miejscem w którym Żydzi i Arabowie żyją w pokoju i wzajemnym zrozumieniu bez krwawych konfliktów. Mniejszość arabska to tutaj prawie 20%. Hajfę zatem powszechnie podaje się za model zgodnie z którym należy budować przyszłość Izraela. Eduardo, człowiek kochający wszystkich i zawsze z sercem na dłoni, jest jednak mało entuzjastyczny. Mówi na przykład, że przestał zatrudniać Arabów w swojej restauracji, bo zawsze wybuchały kłótnie i konflikty z pomiędzy nimi a zatrudnionymi Żydami. Niestety, nawet w pokojowej Hajfie u pokojowego Eduardo nieufność pomiędzy tymi dwoma narodami jest nie do przezwyciężenia. Nie wróży to najlepiej perspektywie tak wszystkim potrzebnego pokoju na Bliskim Wschodzie.

Wiszące ogrody nocą

Takie cuda tylko w Hajfie – choinka z menorą

Janusia pozdrawia z Hajfy!

Na koniec wycieczki mała anegdotka z sobotniego poranka. Jedliśmy właśnie śniadanie w knajpie u Eduardo, gdy zapukał charakterystycznie ubrany i uczesany ortodoksyjny Żyd. „Przepraszam, czy pan jest Żydem?” spytał przybysz naszego gospodarza. „Tak, jestem bardzo ortodoksyjnym Żydem a ci młodzi tam też są ortodoksyjnymi Żydami. Do widzenia!” odparł niegrzecznie grzeczny zazwyczaj Eduardo. Okazało się, że takich gości Eduardo ma co sobotę. W okolicy jest bowiem synagoga, w której trzeba zgasić światło po sobotnich nabożeństwach. Gaszenie światła to jednak praca, której wykonanie w święty dzień szabasu sprowadziłoby na prawowitego Żyda wieczne potępienie. Prawowici Żydzi szukają zatem nie-Żydów, którym takie potępienie i tak już nie zaszkodzi. Przybysz nie dał się łatwo zniechęcić i wyskoczył zza rogu, gdy po śniadaniu pakowaliśmy manatki do samochodu. Osobiście uważam takie podejście – „czy mógłby Pan zgrzeszyć zamiast mnie?” – za co najmniej nieeleganckie. Zabrakło mi jednak odwagi, żeby wykładać swoje racje, i zamiast tego powiedziałem tylko, że bardzo się spieszymy…

Już jutro albo pojutrze opiszemy inne ciekawe miejsca jakie odwiedziliśmy w Galilei, a tymczasem foto album na zachętę:

Tags: , ,