Janka zwiedza pałacyk Woltera

„Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć”. Słowa przypisywane Wolterowi, francuskiemu oświeceniowemu filozofowi i pisarzowi, najprościej i najpiękniej oddają ideę wolności. Ideę – jak bardzo górnolotnie by to nie zabrzmiało – na której opiera się nasza cywilizacja.

Pałacyk Woltera

Ale w jaki sposób Wolter pojawił się w życiu naszej małej Januśki? Mieszkamy teraz w malutkim i bardzo sympatycznym francuskim miasteczku Ferney-Voltaire, którego drugi człon nazwy jest nieprzypadkowy. W jesieni swojego życia mieszkał tutaj bowiem słynny Wolter. Zbudował tu pałacyk i założył piękny ogród. Podobno z pasją oddawał się w tym miejscu właśnie głównie ogrodnictwie. Jak sam twierdził, przemienił senną osadę pełną „dzikusów” w piękne, zamożne miasteczko. Ciekawa to była postać, ten Wolter. Służył królom, a na sztandary wzięli go rewolucjoniści. Był zadeklarowanym chrześcijaninem, a za patrona mają go ateiści. Katolik, którego kalwińscy Genewczycy przegnali za zbyt rozpustne życie.

U Woltera w parku

Kościółek zbudowany Bogu (Wolter nie uznawał pośredników). Uwagę zwraca to, że największą czcionką jest wypisane imię fundatora.

Do Ferney-Volaire trafiliśmy oczywiście z powodów zupełnie z Wolterem niezwiązanych. Pięć kilometrów stąd, już w Szwajcarii, znajduje się mój obecny pracodawca, a ceny wynajmu po francuskiej stronie granicy są średnio 30% niższe niż w samej Genewie. Nam się trafiła gratka nie lada, bo mieszkamy w fajnej kawalerce przy pięknym deptaku, w standardzie, który po drugiej stronie granicy kosztowałby przynajmniej 50% drożej. Pod nami mieści się sklep z winem, a obok nas znajduje się włoska pizzeria. Posłuchajcie jaki genialny wynalazek zainstalowali sobie Włosi. Przy ścianie pizzeri stoi… pizzeriomat. Coś jak automat z colą, tylko że wydaje gorącą pizzę 24 godziny na dobę. Pizza z automatu jest droga i mocno średnia, ale… jest jedyną opcją ciepłego i błyskawicznego posiłku w naszym miasteczku przez większość dnia (sam korzystałem zanim przyleciały dziewczyny). Z naszych obserwacji z okna wynika, że działa jak maszynka do zarabiania pieniędzy – w okolicach północy do pizzeriomatu tworzą się kolejki.

Na deptaku w Ferney

I na skwerku

Wracając do Woltera – fakt naszego zamieszkania w Ferney-Voltaire uświadomił mi, że warto było jednak przykładać się do czytania lektur w szkole. Gdyby bowiem kilkanaście lat temu, ktoś mi wspomniał, że za jakiś czas zamieszkam z rodziną we Francji „po sąsiedzku” z Wolterem, to nie tylko przeczytałbym tego „Kandyda”, ale może nawet spróbował zapamiętać o czym to właściwie jest i kim był autor. Na naukę na szczęście nigdy za późno. Polecam przy tej okazji świetną inicjatywę, dzięki której możemy ściągnąć z internetu setki książek – całkiem legalnie i całkiem za darmo: www.wolnelektury.pl. Ja swoje zaległości już zacząłem nadrabiać.

W tle nasze okno, nad Janką po prawej

Fryderyka II, cesarza pruskiego, który płacił Wolterowi za „doradztwo”, ten ostatni skomplementował podobno między innymi w ten oto sposób: „Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ znać w tym geniusz”. Widać, już nawet ojciec współczesnego liberalizmu rozumiał, gdzie należy wsadzić swoje piękne, wolnościowe poglądy, gdy na scenie pojawia się brzęczący pieniądz…

Ha ha!

Tags: ,