Dzieciom w górach najbardziej podobały się lody.

Dwa lata temu wyjechaliśmy na tydzień w polskie góry inaczej niż zwykle: bez śpiworów, z wykupionymi noclegami (i wyżywieniem!), w dodatku w sam środek wakacji. Za to z dwójką wesołych córek, których noszenie na plecach z nawiązką rekompensowało brak ciężkiego plecaka. W Farfurni w Beskidzie Niskim byliśmy w trzy rodziny. Rok później w Gromadzie w Małych Pieninach były już nas cztery rodziny, a w tym roku, w wakacje w Gorcach wspólnie spędzało szenaścioro dorosłych i dwanaście dzieciaków.

W Gorcach zdobywaliśmy górskie granie,

szukaliśmy jagód,

podziwialiśmy panoramę Tatr,

ganialiśmy się,

pływaliśmy statkiem,

jeździliśmy rowerem (koniecznie w kaskach)

i kolejką parową.

W Gorcach spędziliśmy tydzień, w ramach którgo udało się upchnąć dwie wycieczki rowerowe, trzy górskie, kolejkę parową i jezioro. A gdy po całym dniu przygód wracaliśmy do pensjonatu, dzieci wylegały na plac zabaw, z którego koniami nie dało się ich ściągnąć. Nawet po ciemku. Naukowcy do tej pory nie potrafią zrozumieć zjawisk jakie zachodziły podczas tego tygodnia: zmęczone dzieci nagle odkrywały w sobie pokłady niezużytej energii, niejadki pałaszowały pełne talerze, marudy ciągle się uśmiechały, niemowy zaczynały mówić pełnymi zdaniami, samotnicy świetnie odnajdywali się w grupie, a miłośnicy oglądania bajek wyrywali się na górskie szlaki.

Wieczorne posiedzenie w piaskownicy

Pogoda sprzyjała, bo jakże by miała nie sprzyjać w sierpniu w polskich górach. Ale najważniejsze – jak zawsze – było wyjątkowo sprzyjające towarzystwo. Ktoś mógłby pomyśleć, że tak wielkiej ekipy nie sposób ogarnąć. I słusznie, ale nas nikt ogarniać nie musiał. Nie raz w trampowej ekipie jeździło się na rajdy czterdziesto, sześcidziesięcio, a nawet studwudziestoosobowe. A w Gorcach byliśmy właśnie ekipą trampową. Rano każdy dobiera sobie trasę zgodną ze swoimi preferencjami i możliwościami. Tylko, że teraz – kilka lat po „Trampie” – te możliwości wyznaczają nam już nasze maluchy.

Wieczorem natomiast wszyscy spotykamy się razem przy lampce wina, kieliszku nalewki i (profesjonalnie przygotowanej przez Kozika) jacowej nargili. I jak dawniej – wspominamy dzień, wspominamy rajdy i wyprawy i debatujemy o polityce. No może nie do końca jak dawniej – dawniej nie gadaliśmy tyle o dzieciach i nie chodziliśmy spać przed pierwszą.

Bardzo rozdarta jest dusza rodzica-podróżnika. Kiedy się wspinam, albo człapię po lodowcu to zastanawiam się co ja właściwie robię i uciekam myślami do rodzinnego wyjazdu w góry. A gdy jestem na rodzinnym wyjeździe w polskie góry to…
to nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.

Buziaki dla małych i dużych górskich trampów!

Trampom bardzo dziękujemy za kolejny wspólny wyjazd i już nie możemy się doczekać kolejnego. A czytelnikom obiecujemy jeszcze ze dwie notki z duża ilością zdjęć uśmiechniętych i skąpanych w słońcu dzieci.

Tags: , ,