Urban highline, czyli akrobaci spacerujący po linach nad ulicami miasta to jedna z głównych atrakcji Festiwalu Sztukmistrzów.

Słyszeliście kiedyś o sztukmistrzu z Lublina? Jeśli nie, to trochę wstyd, ale w pewnym sensie można to zrozumieć. Wstyd, bo „Sztukmistrz z Lublina” to tytuł powieści Izaaka Singera – Polaka i laureata literackiej nagrody Nobla. Zrozumiałe, bo o Singerze w szkole się nie uczy (przynajmniej nie za moich czasów). W ogóle to jest tak, że szkoła uczy o sześciu polskich noblistach. Okazuje się, że tak naprawdę było ich siedemnastu. (Pozostali pochodzili z mieszanych rodzin, głównie polsko-żydowskich. Zbieżność tych faktów pozostawię bez komentarza.)

Niemniej jednak, w którymś momencie w Lublinie ktoś się zorientował, że sztukmistrz to przecież temat samograj – z jednej strony kojarzy się z cyrkiem i zabawą, a z drugiej strony za sprawą Singera kojarzy się z Lublinem, w dodatku na całym świecie. Więc kilka lat temu w Lublinie wystartował Festiwal Sztukmistrzów. Impreza odbywa się latem, na ulicach miasta, trwa kilka dni i jest absolutnym hitem. Tegoroczny festiwal pokażemy Wam na zdjęciach. Na przyszłoroczny zapraszamy do Lublina – powinniście koniecznie zobaczyć to osobiście!


Zapraszamy na Carnaval Sztukmistrzów!

Na cztery dni ulice miasta zaludniają się cyrkowcami, klaunami i akrobatami,

i dziećmi (dużymi i małymi).

Jest lato, są fontanny, jest zabawa.

.

Atrakcje festiwalu można podzielić na dwie grupy. Na Krakowskim Przedmieściu i przyległych ulicach swoje pokazy oferują sztukmistrze i cyrkowcy wszelkiego rodzaju. I tak, będą to: żonglerzy, tancerzy i performerzy, szczudlarze i kuglarze, iluzjoniści i monocykliści, klauni i cyrkowcy fajni, komedianci i muzykanci oraz ognia połykacze i historii opowiadacze. O części z nich dowiecie się z oficjalnego programu, ale drugie tyle przyjeżdża i działa nieoficjalnie włączając się w uliczny koloryt i atmosferę festiwalu.

Stare miasto natomiast na te cztery dni zostaje opanowane przez „urban highline”, czyli akrobatów, którzy spacerują na linach. Liny rozwieszone są pomiędzy renesansowymi kamienicami nad całym Rynkiem Starego Miasta. Okazuje się, że dla ludzi uprawiających ten sport jest to nie lada gratka. I do tego światowa! Chodzenie po linach w mieście jest bowiem zazwyczaj nielegalne. A w Lublinie podczas lipcowego festiwalu – mile widziane. Przyjeżdżają zatem akrobaci, profesjonaliści i amatorzy, z całej Europy. Tak, że do lin tworzą się istne kolejki. Dwa lata temu po trasie z Włoch do Polski zabrałem z Wiednia jednego studenta Niemca, który wybierał się na „ten słynny festiwal do Lublina”, aby spróbować swoich umiejętności w urban highline.

Nad ulicą Grodzką w Lublinie latają balony. To pozostałość Nocy Kultury – innego fajnego festiwalu, która odbywa się w czerwcu.

.

.

Wraz z nowym oświetleniem kamienic Starego Miasta, Lublin jeszcze bardziej wypiękniał tego lata.


Na koniec udaliśmy się na pokaz połykacza ognia. To było niezwykłe przeżycie. Po pokazie artysta zbierał datki i wtedy stanąłem przed poważnym dylematem. Z jednej strony to co wyczyniał było niesamowite i zasłużył na wielkie uznanie. Z drugiej strony wolałbym, aby czym innym zarabiał na życie – mniej bym się bał.

Główna atrakcja tego pokazu to wysoki na cztery metry słup ognia, wylatujący prosto z ust „połykacza”. Zdjęć nie ma, bo miałem wtedy zamknięte oczy.

Pali się!

Zapraszamy do Lublina! W lipcu 2018 kolejny festiwal sztukmistrzów.

PS. Podczas którejś edycji festiwalu jakiś półgłówek postanowił zmienić „Festiwal” na „Carnaval”. Po pierwsze karnawał odbywa się w lutym i marcu, a nie w lipcu i chodzi w nim głównie o taniec, a nie o cyrk. A po drugie po polsku pisze się „karnawał”, a po angielsku „carnival”. Użyte w nazwie „carnaval” to słowo hiszpańskie i portugalskie, kojarzące się z karnawałem brazylijskim. Jeśli to miało być nawiązanie, to doprawdy, ciężko znaleźć mniej trafione.

PPS. Według organizatorów festiwal ma stać się imprezą-wizytówką miasta Lublina. I to zdecydowanie się udało. Ale wróćmy na chwilę do początku – o co w ogóle chodzi z tymi „sztukmistrzami”? W sumie o nic. Festiwal ani o Singerze ani o Jaszy Mazurze (jego tytułowy Sztukmistrz) się nie zająknie. O zakupie książki na pamiątkę też można zapomnieć. Lubelskie księgarnie (nie mówiąc już o sklepach z pamiątkami) takiej nie widziały.

PPPS. Janka przez ostatnie dwa lata festiwal wymiała jako „szukmiksztów” (szuk – miksz – tów) , ale w tym roku całkiem już poprawnie. Trudne słowo. Sam nie wiem która wersja trudniejsza…

Tags: ,