Chianti to piękne widoki, wspaniałe jedzenie i jeszcze lepsze wino, czyli taki zwyczajny, normalny raj. Specjalnie dla Was wybraliśmy 10 najlepszych naszym zdaniem winiarni w tym raju.

Aktualizacja 2 maja 2014:
W rankingu na wysokim, trzecim miejscu debiutuje Fattoria la Ripa. To genialne wino odkryliśmy już w zeszłym roku, podczas słynnego festiwalu Pentecoste w Castellinie. Teraz udaliśmy się wprost do źródła i zdecydowanie było warto. Wino to mieszanka sangiovese i cannaiolo, szczepów toskańskich, starzone rok w dębowych beczkach. Równie imponująca jak smak jest sama historia tego wina. W Fattoria la Ripa znajduje się zeznanie podatkowe… ojca Mona Lisy. Datowane na (chyba) lata 70. piętnastego wieku wymienia wśród dóbr majątku la Ripa między innymi areał winnic.

Do rankingu na piąte miejsce wskakuje wino z malutkiej i dosyć młodej (dopiero drugie pokolenie) winnicy Vallone di Cecione. Naprawdę warto spróbować, bo to najlepsza moc chianti w bardzo dobrej cenie. Po sąsiedzku natomiast możemy odwiedzić chyba najbardziej odlecianą winnicę w Chianti: Renzo Marinai. Renzo w naszym rankingu się nie znalazł z prostego powodu – wino smakuje identycznie jak u sąsiadów w Vallone di Cecione, a kosztuje dwa razy więcej. Gdybyśmy jednak zechcieli poświęcić 15 euro za butelkę, to dostaniemy prawdziwą wycieczkę po piwnicy z objaśnieniem każdej fazy produkcji wina. Zrozumiemy też dlaczego za wino musimy zdrowo przepłacić. Otóż jest to wino wyjątkowe, bo jako jedyne w Chianti (a może i na świecie) w procesie starzenia uszlachetnia swój smak… słuchając muzyki klasycznej! Ja sobie wcalę nie żartuję. Co więcej – właściciele też sobie nie żartują i muzykę dla wina traktują śmiertelnie poważnie.

Gdybyśmy natomiast chcieli zainwestować piętnaście euro w coś wartego swojej ceny, to polecamy trzeciego debiutanta, na miejscu siódmym Le Filigare. Miejsce w rankingu mogłoby być wyższe, gdyby nie to że jest tu istotnie drożej (niż w pozostałych polecanych przez nas winiarniach) i bardzo trudno trafić. Lorenzo – klasyczne chianti z tej winiarni – jest o tyle wyjątkowe, że nie wytwarzane jest ze zwyczajnych winogron sangiovese, tylko ze szczepu pokrewnego – sangiovese grosso. Wersja grosso ma grubszą skórkę, a to ze skórki właśnie wino czerpie swoją moc. Sangiovese grosso jest obowiązkowym szczepem drogiego kuzyna chianti – ekskluzywnego brunello di Montalcino produkowanego na południu Toskanii (od 30 euro w górę za butelkę). Można zatem powiedzieć, że w Le Filigare produkuje się chianti o jakości brunello. Z taką rekomendacją nawet piętnaście euro nie wydaje się być ceną wygórowaną.

Ostatni debiutant to Belvedere di San Leonino na miejscu dziesiątym. Duża winiarnia z dużym sklepem w centrum Castelliny. Do rankingu wskakuje zamiast La Castellina, ponieważ znajduje się po sąsiedzku, oferuje tą samą cenę a wygrywa w smaku.

Do tego kilka nowych zdjęć z wizyty u Dario. Zapraszamy!

Ranking został sporządzony wyłącznie w oparciu o własne doświadczenia z (chyba już) szesnastu odbytych wycieczek do Chianti w ostatnich trzech latach. Nie korzystaliśmy z żadnych przewodników, poradników, poleceń ekspertów ani zdobytych medali. W każdej z winiarnii byliśmy osobiście (nie jeden raz) i co tu dużo ukrywać – nie wydawaliśmy fortuny. Klasyfikujemy według tego jak nam smakuje w danej winiarnii (zazwyczaj) dwu-trzy letnie chianti classico. Winiarnie w których cena butelki tego wina przekracza 10 euro wyleciały z rankingu. W każdej winiarni poczęstunek winem jest bezpłatny.

Proponujemy korzystać z rankingu w formie jednodniowej wycieczki. Najlepiej się na nią wybrać pomiędzy Wielkanocą a końcem października (w zimie bowiem możemy zastać zamknięte drzwi) z wyłączeniem sierpnia (my, ludzie z zimnej północy, nie jesteśmy dostosowani do takich temperatur) i nie w niedzielę (z uwagi na dostępność lunchu, o którym za chwilę). Proponujemy dwa warianty wycieczki. W pierwszym wariancie (nazwijmy go rajskim) napijemy się wina z co najmniej pięciu winiarnii, zjemy zdrową i zrekasowaną, toskańską wołowinę u najlepszego rzeźnika w Chianti i przespacerujemy się po najpiękniejszym w tym rejonie zamku z widokiem na daleką Sienę. W drugim wariancie (nazwijmy go full-wypas) odwiedzimy wszystkie dzisięć winiarni z paczosowego rankingu.

Chianti – widoczek pierwszy

Chianti – widoczek drugi

Chianti – widoczek trzeci

Najlepiej smak wina chianti poznawać podczas festiwalów wina. Najsłynniejszy odbywa się w Castellinie w Zielone Świątki (Pentacoste) i co roku przywozimy z niego coraz weselsze wspomnienia. We wrześniu mniejszy festiwal jest w Greve a w październiku w Gaiole. Zielone Świątki zbliżają się wielkimi krokami więc na notkę o festiwalu przyjdzie jeszcze czas. Dzisiaj poradnik dla tych, którzy odwiedzą Toskanię w terminie innym niż Zielone Świątki. Ważna uwaga wstępna: na wycieczkę warto zabrać kogoś kto nie gustuje szczególnie w winie i lubi prowadzić samochód.

Ruszamy z Florencji około 10 rano. Kierujemy się do Greve in Chianti, które osiągamy po godzinie jazdy (wliczając postoje na zdjęcia). Mijamy Greve, w którym nie ma nic ciekawego, i za miasteczkiem skręcamy w pierwszą drogę w lewo w kierunku Lamole. Pomiędzy Florencją, Greve i Castelliną ciągnie się po wzgórzach słynna i niezwykle malownicza droga – chiantignana. Pierwsza zasada zwiedzania winnic Chianti brzmi: z daleka od chiantignany. Winnice położone przy tej trasie nastawione są przede wszystkim na masową turystykę (czytaj: autokary pełne Amerykanów) więc oferują zazwyczaj marne wino w wysokiej cenie. My szukamy czegoś zupełnie odwrotnego.

Na festiwalu Castellina Pentacoste w 2012

Chwilę później na tym samym festiwalu

W Lamole mamy do odwiedzenia trzy winnice. Naszym następnym przystankiem będzie lunch u Dario, który zamyka się o godzinie 15. Koniecznie musimy tam zdążyć, zatem sprawdzamy ile mamy czasu i ewentualnie weryfikujemy plan. To ważne, bo droga do Lamole pnie się ostro w górę i kręci wąskimi serpentynami. Pierwsza winnica jest na samym dole, druga w połowie, a trzecia na samej górze. Musimy koniecznie dotrzeć do tej ostatniej. To malutka piwniczka La Masse di Lamole – numer 1 w naszym rankingu. Trzyletnie chianti kosztuje tutaj osiem i pół euro. Wytwarzane jest w stu procentach z lokalnego szczepu sangiovese, któremu na okolicznych stokach słońca zdecydowanie nie brakuje i czuć to w smaku. Wino to jest przez rok leżakowane w beczkach – przy tej cenie za butelkę to zdecydowanie rzadkość. W beczkach właśnie tkwi sekret winiarni La Masse di Lamole. Wino bowiem zamiast w dębie (najwyższym standardem jest dąb amerykański lub francuski) leżakuje w… beczkach kasztanowych. Zrobionych z okolicznych kasztanów. Ważna uwaga: wino z Lamole potrzebuje poddychać co najmniej pół godziny (najlepiej godzinę) zanim nabierze swojej prawdziwej mocy. Jeśli w winiarni właścicielka poczęstuje Was świeżo otwartą butelką możecie się poczuć nieprzyjemnie zaskoczeni. Tak samo jak Śpiewan ze mną gdy odkryliśmy pierwszy raz La Masse di Lamole. Będzie o tym oddzielna historyjka (link wkrótce). W Lamole możemy spokojnie powoływać się na „un ragazzo Polacco” bo już mnie tam dobrze kojarzą.

Szukamy takiego napisu: La Masse di Lamole

Wracając w dół na główną drogę (chiantignanę) zatrzumujemy się w przysiołku Castelinuzza i pukamy do pierwszych drzwi z szyldem Castelinuzza e Piucca. Wino jest całkiem dobre, choć bez wielkich zachwytów. Winiarnia znalazła się w rankingu (choć poza pierwszą dziesiątką) z powodu bardzo dobrej oliwy. Najlepszą oliwę w Chianti dostaniemy u Mario w winiarni Roselli del Turco, która jednak leży daleko poza naszym głównym szlakiem. Dodatkowo, w Castelinuzza e Piucca obsłuży nas bardzo wesoły starszy pan, który gości częstuje winem a siebie częstuje grappą (wykwintny bimber winogronowy). Do tego strasznie dużo mówi, a gdy zechesz mu przerwać aby stwierdzić „Przepraszam, ale słabo mówię po włosku” on odparuje natychmiast „Skądże znowu, mówisz fantastycznie!” i dalej będzie nawijał. Ważna uwaga: należy trafić do pierwszej piwnicy. W drugiej piwnicy u sąsiadów jest drożej i mniej ciekawie.

Tym razem nasz cel to Castelinuzza

Gdyż wytwarzana tam jest świetna oliwa

Ostatni przystanek przed powrotem na trasę to Carlo w winiarni Savignola Paolina. Wino rewelacyjne, o zapachu truskawek. Carlo nawet bez proszenia zaprowadzi Was do swojej piwnicy gdzie leżakują jego beczki (tutaj dębowe). Carlo ma od nas zasłużone, wysokie szóste miejsce.

Chiantiganą pędzimy do Panzano in Chianti. Tam czeka na nas jeden z największych skarbów Toskanii – rzeźnik Dario Cecchini (www.dariocecchini.com). Serwuje wyśmienitą toskańską wołowinę w cenach… stołówkowych. Mamy do wyboru tylko trzy opcje: menu za 10, za 15 albo za 20 euro. Jak poszepracie trochę w internecie to znajdziecie wywiad z Dario w New York Times zdaje się – jego kuchnia naprawdę jest słynna. U Dario w zamówieniu zaznacza się jak dobrze wypieczona ma być wołowina: mocno wypieczona, średnio wypieczona albo „tak jak być powinno”.

U Dario w Panzano. Pozdrowienia dla cioci Marty i wujka Tomka!

W sezonie na obiad u Dario trzeba poczekać w kolejce. Czekania umili nam wino i mięsne przekąski toskańskie. Darmowo i bez ograniczeń

Poproszę krwiste, czyli „tak jak być powinno”

Po lunchu robimy krótką pętelkę wokół Panzano. Odwiedzamy młodą i malutką winiarnię Vallone di Cecione, gdzie w bardzo dobrej cenie poznamy klasyczny smak chianti z piątego miejsca w rankingu. Po sąsiedzku możemy zajrzeć do Renzo Marinai, aby zostać oprowadzonym po piwnicy, poznać każdy etap procesu wyrobu wina i posłuchać… muzyki klasycznej, przy której leżakujące wino relaksuje się i nabiera dodatkowych (nomen omen) nut szlachetności.

Następnie jedziemy dalej na południe chiantignaną do Castelliny in Chianti. Robimy sobie półgodzinny spacer po mieście zatrzymując się w firmowym sklepiku winiarni Belvedere di San Leonino. Mamy tu duży wybór win i jeszcze większy różnych mało potrzebnych, aczkolwiek sympatycznych gadżetów dla fanów wina. Chianti classico z tej winiarni to dziesiąta pozycja na naszej liście. Wino wyborne i w przystępnej cenie.

Z Castelliny skręcamy na wschód i przez czterdzieści minut walczymy z krętymi drogami pokonując kolejne wzgórza aż dotrzemy do zamku Castello di Brolio. Właściciele zamku – rodzina Ricasoli – mieszkają w tym miejscu prawie od tysiąca lat. Obecny własciciel to trzydzieste drugie pokolenie Ricasolich. Możemy się przespacerować po ogrodach i pójść na krótką, półgodzinną wycieczkę do małego muzeum poświęconemu najsłynniejszemu z rodu – baronowi Bettino Ricasoli. Był to drugi premier zjednoczonych Włoch i przy tym niezwykle barwna postać (link do artykułu wkrótce). Wraz z biletem na zamek dostajemy darmową możliwość spróbowania dwóch łyków wina w rodzinnej winiarni Barone Ricasoli. W naszym rankingu się nie znalazła, gdyż tutejsze wino za osiem euro do niczego się nie nadaje. W winiarni prosimy zatem o poczęstunek winem za czterdzieści euro, które jest w sumie całkiem niezłe.

Castello di Brolio

Uprawy barona

I daleki widok na Sienę

Sprawdzamy godzinę. Jeśli jest jeszcze przed osiemnastą to zaczynamy na własną rękę eksplorować winiarnie w okolicy Gaiole in Chianti. To naszym zdaniem trzeci najsmaczniejszy rejon chianti classico po Lamole i Castellinie. Znamy go jednak tylko z festiwalu wina. Możemy zatem polecić marki, ale tutejszych winnic jeszcze nie odwiedzaliśmy. Spróbujcie zajrzeć do Geografico, Capanelle i Monterotondo. Na koniec dnia najkrótszą drogą (SP 408) dojeżdżamy do autostrady A1, którą już po nocy wracamy do Florencji.


Pokaż Wineries 3 na większej mapie

Nadszedł czas na obiecany ranking. Uwaga, uwaga…

Dawniej w pierwszej dziesiątce:
- La Fonte w Montefioralle. Wino świeże, bez fajerwerków, choć o pięknym kwiatowym zapachu. Do tego niedrogie i możemy je dostać w słynnej butelce fiasco, która w sklepie jest zawsze bezsensownie droga i zawiera tragiczne wino.
- Castelinuzza e Piucca po drodze do Lamole. Wino dobre ale oliwa jeszcze lepsza.
- La Castellina – sklepik w Castellinie in Chianti. Dobre wino, duży wybór plus korkociągi, podstawki i inne miłe pamiątki do zbierania kurzu.
- La Croce w połowie drogi między Castelliną a Poggibonsi. Dobre wino, dobra cena i niezła oliwa.

Pierwsza dziesiątka (2.05.2014):
10. Belvedere di San Leonino. Dobre klasyczne chianti i naprawdę niezłe wino firmowe, które jest mieszkanką sangiovese i cabernet sauvignon. W centrum miasteczka Castellina, łatwo znaleźć i łatwo kupić.
9. Roselli del Turco w Montefilidorfi. Wino poprawne, ale oliwa najlepsza w Chianti! O spotkaniu z Mario pisałem w Sztuce Mieszania.
8. Solatione po drodze od Roselli del Turco do Altiero. Fabio ma bzika ma punkcie szczepu merlot. Ceny nieco wyższe ale jakość pierwsza klasa. Słówko o winie od Fabio również w Sztuce Mieszania.
7. Le Filigare. Chianti produkowane jak brunello – z winogron sangiovese grosso. Trochę drogie, ale zdecydowanie warte swojej ceny.
6. Savignola Paolina tuż za Greve przy drodze na Lamole. Chianti pierwsza klasa o zapachu truskawek. Do tego zwiedzanie piwnicy i łyk mocnej grappy od Carlo.
5. Vallone di Ceccione. Naprawdę solidne wino z bardzo małej i młodej winiarni. Solidnie wyleżakowane, łagodne ale z klasycznym pazurem chianti. W doskonałej cenie. Po sąsiedzku możemy też odwiedzić Renzo Marinai, gdzie beczki z winem słuchają muzyki klasycznej.
4. Vernianello tuż obok La Croce. Ulokowane tuż za granicą chianti classico nie może nosić etykiety z czarnym kogutem, dzięki czemu jest istotnie tańsze jak na swoją jakość. Sześcioletnie, leżakowane w beczkach i bardzo łagodne jak na chianti. Do tego widok z winnicy na cała dolinę Colli Senesi nie ma sobie równych.
3. Fattoria La Ripa. Wino o pięciusetletniej tradycji, zapoczątkowanej przez ojca Mona Lisy. Mieszanka sangiovese i cannaiolo starzone dziewięc miesięcy w dębowych beczkach. Wina wymaga co najmniej godziny oddechu przez spożyciem.
2. Altiero. Sto procent sangiovese a przy tym niezwykle łagodne. Właściciele ręcznie obracają kiście winogron w stronę słońca i czuć to w smaku. Mała winniczka z krótką tradycją. Stąd cena śmiesznie niska jak na oferowaną jakość. O spotkaniu z Paolo również w Sztuce Mieszania.
1. La Masse di Lamole. Sto procent sangiovese plus zachodnie stoki plus kasztanowe beczki równa się numer jeden naszego rankingu.

W wersji full-wypas ruszamy z Florencji co najmniej godzinę wcześniej, kierujemy się superstradą na Sienę z której zjeżdzamy w Tavarnelle kierując się na Montefilidorfi. Odwiedzamy Roselli del Turco (nr 9), Solatione (nr 8), Altiero (nr 2) i ewentualnie La Fonte. Następnie aż do Castelliny jedziemy trasą wariantu rajskiego: La Masse di Lamole (nr 1), Castelinuzza e Piucca, Savignola Paolina (nr 6), lunch u Dario, Vallone di Cecione (nr 5), Renzo Marinai i Belvedere di San Leonino (nr 6). Na koniec, zamiast na wschód do zamku Brolio kierujemy się na zachód aby przed zmierzchem odwiedzić jeszcze La Croce i Vernianello (nr 4), lub na północny wschód aby odwiedzić La Ripa (nr 3) i Le Filigare (nr 7). Próbujemy trafić z powrotem do domu.

Vernianello – nasz numer dwa

Pozdrowienia dla Magdy i Marcina z którymi jeździliśmy po Chianti w marcu 2014

Przetestowałem, polecam!

PS. Pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich towarzyszy wypraw do Chianti! Ten ranking powstał dla Was i dzięki Wam. Szczególnie ciepłe pozdrowienia dla mamy Śpiewana, które pozuje na zdjęciu tytułowym.

Tags: , , ,